czwartek, 8 października 2015

Rozdział 10

Uciekałam w kierunku Bruna, który mnie przywoływał i próbował mi pomóc. Kiedy byłam już blisko celu coś złapało mnie mocno za nogi. Bruno zaczął biec w moją stronę, ale przed nami nagle znalazła się brama. Próbowaliśmy się do siebie dostać, ale nie mogliśmy. Nagle ucisk trzymający moje nogi ustał, a brama znikła. Podbiegłam do ukochanego i w tym momencie zauważyłam jak jakiś mężczyzna trzyma przy jego szyi nóż. Chciałam mu pomóc, zrobić cokolwiek, ale nie dałam rady. Jakaś niewidzialna siła nie pozwoliła mi pobiec na ratunek. Bruno powiedział ostatni raz 'Kocham cię' i ten ktoś go zabił. Krzyczałam i płakałam. Podbiegłam do ciała Mulata i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Szkarłatna krew powoli wypływała z jego żył i sączyła jego ulubioną koszulę. Błagałam, aby wrócił, ale to nic nie dawało. Chciałam się zabić, złapałam nóż w ręce i skierowałam go do serca. Coś mi jednak w tym przerwało. Zobaczyłam moich rodziców, którzy się do mnie uśmiechali i przywoływali. Moje serce zabiło szybciej na ich widok. Straciłam ich tak wcześnie, za wcześnie. Dlaczego oni? 
-Angela, obudź się!
Szybko otworzyłam oczy i próbowałam połapać się w sytuacji. Łapczywie łapałam powietrze i nie mogłam nic powiedzieć. Przerażony Bruno mocno mnie przytulił i gładząc moje włosy, próbował mnie uspokoić. Płakałam w jego ramię i przypominając sobie co chwila senny koszmar, kładłam głowę w zgłębieniu jego szyi. Uspokajałam się z dobre 10 minut. Oderwałam się od Hawajczyka i spojrzałam w jego oczy, które były przepełnione troską.
-Co ci się śniło?
Spojrzałam na niego niepewnie i ucałowałam jego szyję.
-Nie chcę o tym mówić.
Bruno o nic więcej nie pytał, za co byłam mu wdzięczna. Poszedł zaparzyć mi gorącej herbaty, a ja skuliłam się w kłębek na łóżku i próbowałam wyrzucić obraz koszmaru. Wszystko w moim śnie było takie realistyczne. Podobne koszmary miewałam po wypadku rodziców, ale one ustały. Dziś znów się pojawiły. Mam nadzieję, że to tylko takie jednorazowe. Wkrótce Bruno wrócił i wręczając mi kubek, szczelnie zamknął mnie w swoim uścisku. Położyłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy, spokojnie oddychając.
-Wieczorem mamy samolot.
-Wiem kochanie, najchętniej bym tu jeszcze została.
-Tak ja też, ale musimy wracać. Lepiej już po tym złym śnie?
-Tak, już lepiej.
Uśmiechnęłam się i wstałam z łóżka. Poszłam wziąć orzeźwiający prysznic i po tym szybko się przebrałam. Gotowa powędrowałam do kuchni i siadając obok chłopaka, zjadłam pyszne śniadanie.
-O której mamy samolot?
-O 20-obdarował mnie tym swoim boskim uśmiechem.
-Jakieś plany do tego czasu?
-Hmm... pakowanie się?
-No tak.
Nie minęła chwila i zaczęliśmy się pakować. Cały czas mijaliśmy się w drzwiach łazienki i pokoju, zabierając swoje rzeczy. Do torby wrzuciłam ostatni strój kąpielowy i z czystym sumieniem mogłam zapiąć jej zamek. Uśmiechnęłam się widząc Bruna, który grzecznie stał w progu i mi się przyglądał. Podeszłam do niego i wplątałam dłonie w jego włosy. On zlustrował moją twarz i na koniec obdarzył mnie pocałunkiem. Wskazał głową na plażę, a ja od razu zrozumiałam o co mu chodzi. Wyszliśmy na krótki spacer. Słońce przyjemnie grzało, a szum fal uspokajał zabiegane i niespokojne dusze. Białe chmury powoli przesuwały się po błękitnym niebie, a ptaki leciały w kierunku, które znają tylko one. Czasami warto się zatrzymać i zwrócić uwagę na takie niby błahe sprawy. To daje człowiekowi szansę na przemyślenia i głębsze dotarcie do tego, czego tak naprawdę szukamy. Spojrzałam na mężczyznę kroczącego obok mnie, który co chwilę mi się przyglądał i uśmiechał się pod nosem. Patrząc w jego oczy wiem, że to jest właśnie to czego szukałam ja. Znalazłam już swoje szczęście i jestem dumna, że to właśnie Bruno jest tym szczęściem.
***
-Jesteś pewna, że mamy wszystko? 
-Tak, jestem pewna.
Siedzieliśmy właśnie w samolocie i mimo, że wystartowaliśmy już pół godziny temu, to wciąż zadawałem to samo pytanie. Angela, która boi się latać tym razem siedziała spokojnie, pogrążona w swoich rozmyśleniach. Bardzo mnie przeraziła dzisiaj swoim koszmarem, ale do tej pory nie powiedziała mi co takiego, strasznego jej się śniło. Pozwoliłem jej ułożyć głowę na moich kolanach i nic nie mówiąc po prostu zacząłem oglądać film, który leciał na małym telewizorze. Patrząc co chwilę na moją ukochaną, poprawiałem jej włosy czy też składałem na jej twarzy drobne pocałunki. Cieszyłem się nią, że jest ze mną, że mogę z nią dzielić swoje życie. Jeszcze nie dawno temu to było tylko moim marzeniem, a teraz wierzę, że każde marzenie może się spełnić, jeśli tylko czegoś mocno się pragnie. Angela nagle wstała i spojrzała na mnie. Ucałowała mnie, przygryzając moją dolną wargę, a ja miałem w tym momencie gdzieś czy ktoś się na nas gapi. Po prostu przygarnąłem ją do swoich ramion i zacząłem ją namiętnie całować. Ona wcale nie była mi dłużna. Kiedy się oderwaliśmy od siebie powiedziała, że musi iść do łazienki. Zbladła i najpewniej źle się poczuła. Chciałem iść z nią, ale zapewniła mnie, że da sobie radę. Wzięła ze sobą tylko swoją torebkę w której pewnie ma jakieś leki.
***
Poczułam się troszeczkę słabiej, ale minimalnie. Przemyłam twarz wodą, a później wzięłam tabletkę. Kiedy było mi już lepiej, postanowiłam wrócić do Bruna. Szłam mijając różnych innych pasażerów samolotu. W oddali dostrzegłam mężczyznę, który na głowie miał czarny kaptur i zasłaniał swoją twarz, patrząc w okno. Postać ta wydawała mi się być bardzo znajoma. Podobny mężczyzna był w moim koszmarze. Jak najszybciej otrząsnęłam się z natłoku tych myśli i wróciłam do ukochanego, który na mnie czekał. Od razu mnie przytulił i cały czas sprawdzał, czy aby na pewno dobrze się czuję. To nie możliwe. Przecież to był tylko zły sen. To nie może być ten sam facet. Mam jakieś urojenia czy zwidy? Tylko dlaczego ten ktoś wydawał mi się tak bardzo znajomy? Jak bym go wcześniej gdzieś spotkała. Nie wiem dlaczego, ale w mojej głowie pojawił się obraz Franka, który wydawał mi się być naprawdę podobny. Chcąc zapomnieć o tym wszystkim, najzwyczajniej w świecie wtuliłam się w Bruna tors i zasnęłam.
**
-No nareszcie kochani, ileż można było czekać aż wrócicie?
Na lotnisku przywitała nas cała ekipa przyjaciół. Byłam szczęśliwa, widząc tych wszystkich uśmiechniętych, wesołych i jak zawsze żartujących ludzi. Przy nich zapomina się o wszystkich problemach. Smutki odchodzą gdzieś w kąt, a nawet najgorszy humor zostaje od razu poprawiony. Ze strony chłopaków nie mogło zabraknąć głupich zdjęć na pamiątkę. Uśmiechnęłam się szeroko do zdjęcia, które udało mi się zrobić. 
Niech mi ktoś kiedyś powie, że oni są normalni to po prostu tą osobę wyśmieję. Jak tu się przy nich nie nudzić? Są zabawni, śmieszni i zawsze uśmiechnięci. Stawiają swoje życie na szaleństwo, radość. Czerpią z życia garściami i żyją chwilą. Naprawdę uwielbiam ich wszystkich. Bruno złączył nasze dłonie i po paru chwilach znaleźliśmy się w samochodzie. Zmęczenie, które mnie ogarnęło po wylądowaniu, zniknęło gdzieś. Wręcz w niewyjaśniony sposób rozpuściło się w powietrzu, a na mojej twarzy cały czas widniał bardzo szeroki uśmiech. Każdy z nas był za tym, żeby zatrzymać się w pizzerii i coś przekąsić. Zasiadając przy stoliku, zaczęła się istna komedia. Nie mówiąc tylko o żartach, jakie wypływały co chwila z ust któregoś Hooligana, ale również ich zachowanie jest bardzo zabawne. Ledwo co nie popłakałam się ze śmiechu, kiedy mój Bruno, Philip i Phredley udawali dziewczyny. Oczywiście nie jakieś tam zwykłe dziewczyny, tylko zadufane w sobie paniusie. Nawet nie macie pojęcia jak dobrze im to wychodziło. Zajadaliśmy się pizzą w najlepszym gronie i co chwila robiliśmy sobie nawzajem jakieś kawały. W pizzerii spędziliśmy jakieś dobre dwie godziny, ale przecież po co liczyć czas w takim świetnym towarzystwie. Kiedy znaleźliśmy się w końcu w domu Hawajczyka to pierwsze co zrobiliśmy to szybki prysznic, przebranie się i położenie się do cieplutkiego łóżeczka. Całując się z Brunem na dobranoc, zamknęłam powieki z nadzieją, że dziś nie przyśni mi się żaden koszmar.
  • Jest rozdział! Cieszycie się? Muszę przyznać, że nie zbyt mi się podoba, ale ocenianie pozostawię wam. 
  • Pewnie wiecie jaki dzisiaj dzień. Tak macie rację, urodziny Bruna! Nasz kochany seksowny smok obchodzi dzisiaj 30 urodziny, a ja wciąż nie mogę w to uwierzyć. Wygląda tak młodo. Czego mu można życzyć? Na pewno spełnienia tych najskrytszych marzeń, dużo zdrowia i szczęścia. Nigdy nie byłam dobra w pisaniu życzeń, więc po prostu WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO BRUNO! ♥






piątek, 25 września 2015

Rozdział 9

Wylegiwałam się na rozłożonym kocyku i próbowałam poczytać książkę. Jednak jak tu się skupić, kiedy Bruno leżący obok jest tylko i wyłącznie w kąpielówkach? Jego ciemna karnacja idealnie pasuje do Hawajskiego życia. W końcu jest Hawajczykiem z krwi i kości. Zerknęłam kolejny raz na lekturę, która spoczywała w moich dłoniach, ale nie było mi dane to na długo. Bruno przysunął się do mnie i zaczął skradać pocałunki. Próbowałam zachować powagę i nie zwracać uwagi na jego miłe pieszczoty, ale nie udało mi się to. Wybuchłam śmiechem i już po chwili odwzajemniałam ciepłe, przyjemne pocałunki. Bruno pochylił się nade mną. Oparł się rękami obok mojej głowy i zaczął zjeżdżać ustami w kierunku mojej szyi. Momentalnie moje ciało przeszły przyjemne ciarki i rozpłynęło się po mnie gorąco spowodowane jego bliskim kontaktem. Odsunął się ode mnie i posłał mi ten jeden z jego najcudowniejszych uśmiechów. Wstał i wyciągnął w moją stronę dłoń. Ja bez chwili zastanowienie złapałam za nią i zrównałam się z nim. Już po chwili szliśmy po rozgrzanym piasku, a co jakiś czas woda obmywała nasze stopy. Zbliżyłam się do Mulata i wyszeptałam mu do ucha 'Ścigamy się?' W odpowiedzi szeroko się uśmiechnął i złapał mnie w pasie.
-Jesteś pewna, że wygrasz?-zrobił cwaną minę.
-Tak!
Krzyknęłam, uderzyłam go lekko z łokcia w brzuch i wystartowałam. Nie musiałam czekać długo, bo już po chwili Bruno biegł obok mnie. Po chwili zaczęłam go wyprzedać. Biegłam przed nim i byłam szczęśliwa jak małe dziecko, które właśnie otrzymało ulubionego cukierka.
Dobiegliśmy do jednego z pomostów. Wbiegliśmy na niego i usiedliśmy obok siebie. Oparłam głowę o ramie chłopaka i przymknęłam oczy. Nawet nie wyobrażacie sobie jaka w tej chwili jestem szczęśliwa. Bruno pokazał mi prawdziwą miłość. Obdarzył mnie nią i jestem pewna, że będzie ona trwała jeszcze długo. Nie widzę poza moim Marsem świata, jest mi najdroższą osobą w życiu. Bez niego moje życie nie miałoby sensu. Poczułam, że Bruno mnie podnosi i zaczął schodzić z pomostu, a następnie kierował się do wody. Na nic zdały się moje wrzaski, piski czy też kopanie i łaskotanie. Przecież on ma o wiele więcej siły ode mnie. Wszedł do wody, ale nie wrzucił mnie do niej. Wciąż trzymał mnie na rękach i niespodziewanie zaczął się ze mną okręcać wokół własnej osi.
Ten człowiek jest naprawdę niesamowity, kiedy już wychodziliśmy z wody to z trudem powstrzymywaliśmy śmiech. Stanęłam naprzeciwko mojego księcia i chwilę wpatrywałam się w jego kawowe oczy. On odgarnął kosmyk za moje ucho i złączył nasze usta w długim, namiętnym pocałunku. Czułam jak chichotał przez co ja też zaczęłam. Całując jego miękkie usta co jakiś czas przygryzałam dolną wargę. Doskonale wiedziałam jak to na niego działa. Złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w drogę powrotną do naszego domku.
***
Za każdym razem, kiedy podnosiłem Angelę czułem, że na rękach trzymam cały swój świat. Tak bardzo kruchy i delikatny. Za każdym razem, kiedy całowałem jej usta czułem, że smakuje najlepszego smaku na świecie. Żaden słodki owoc czy też słodycz nie jest w stanie dorównać jej ustom. Za każdym razem, gdy ją tule czuję, że otulam całe moje życie. Czy jest jakiś sens w istnieniu bez miłości, bez drugiej połówki? Jak żyć, jeśli nie ma się obok osoby, którą można otaczać tak wspaniałym i silnym uczuciem? To po prostu wspaniałe, że mam ją teraz obok siebie, że idzie tu teraz ze mną, tuląc się do mojego boku i trzymając moją dłoń. Dla niej mógłbym zrobić wszystko. Kiedyś oglądałem film, gdzie główny bohater stracił w wypadku swoją miłość i powiedział, że mógłby zginąć, byleby ona wróciła. Teraz wiem, że ja bym postąpił tak samo. Byłbym gotów oddać za nią życie, bronić ją przed złem i być przy niej w każdej potrzebie. To się nazywa ogromna miłość, oddanie, poświęcenie, przyjaźń. Tyle moich uczuć, skierowanych do jednej osoby. Angela jest moją Wenus, kocham ją, ale to już wiecie. Mam nadzieję, że nasza miłość przetrwa jak najdłużej. Dotarliśmy do celu i pierwsze co zrobiliśmy to pomaszerowanie do kuchni w celu przygotowania posiłku. Postanowiliśmy zrobić sałatkę. Była ona gotowa w niecałe 20 minut. Nałożyliśmy nasze wspólne dzieło na talerzach i zasiadając przy stole, zaczęliśmy jeść. Potem pozmywaliśmy i udaliśmy się do salonu, obejrzeć jakiś film.
***
Patrzyłam w ekran telewizora, chociaż film nie interesował mnie tak samo jak Bruna, ale udawałam, że chcę oglądać ten nudny program. Lubię przedrzeźniać mojego ukochanego. Próbowałam powstrzymać śmiech. Bruno cały czas się wiercił i przyglądał mi się z uwagą. Jego wzrok nie uszedł mojej uwadze, więc w końcu na niego spojrzałam. Ten się do mnie przybliżył i złapał w swoje ciepłe, czułe dłonie moją twarz. Spojrzał głęboko w moje oczy i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Od razu zrobiło mi się gorąco, przeszły mnie ciarki, a stado motyli wybudziło się ze snu. A wszystko to za sprawą człowieka, z którym dzielę tę chwilę. Pod wpływem naporu ciała Bruna na moje położyłam się na kanapie. Mulat wisiał nade mną i przeszywał wzrokiem moją twarz. Dotknął mojego policzka i znów wpił się w moje usta. Oczywiście odwzajemniłam jego pocałunki, nie potrafię się powstrzymać przed słodyczą jego ust. Bruno zaczął całować moją szyję i muszę przyznać sprawiał mi tym wiele przyjemności. Zaczął zjeżdżać do mojego pępka, zostawiając po sobie ciepłe ślady jego ust. Aby było mu wygodniej objęłam go nogami, a ten swoją rękę od razu przeniósł na moje kończyny. Budował dłonią drogę od moich łydek aż do wewnętrznej strony ud. Nawet nie zdążyłam się zorientować, kiedy nasza garderoba znalazła się na podłodze. Później już na pewno sami doskonale wiecie co się stało. Czy żałuję? Otóż nie. Bruno to jedyny mężczyzna, któremu mogę do tego stopnia zaufać. Po wszystkim leżeliśmy naprzeciwko siebie, składając sobie co jakiś czas drobne całusy. Przysunęłam się do mojego ukochanego i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Ten mnie objął i zamknął w szczelnym uścisku, jakby chciał pokazać, że nie pozwoli mi odejść. Uśmiechnęłam się pod nosem i przymknęłam oczy, chcąc przywołać zdarzenia sprzed chwili. Poczułam jak Peter gładzi mnie po włosach. Podniosłam wzrok na jego uśmiechniętą twarz i ucałowałam go w usta. 

  • Na początek przepraszam za taką długą nieobecność, ale miałam dużo obowiązków i do tego chwilowo opuściła mnie wena. Jednak powróciłam z nowym rozdziałem i mam nadzieję, że się wam spodobał. Tak wiem jest dość krótki, ale proszę o wyrozumiałość. Dziękuje ślicznie za wasze motywujące komentarze pod ostatnim rozdziałem. Kochani jesteście wspaniali. Pozdrawiam :*
  • Dedykuję mojej siostrze Ewelinie, która już nie potrafiła się doczekać tego rozdziału ♥






sobota, 12 września 2015

Rozdział 8

Odsunęliśmy się od siebie i spojrzałam w te piękne brązowe oczy. Bruno się uśmiechał, przyciągnął mnie do siebie i szczelnie zamknął w uścisku swoich ramion. Ja nie czekając ani chwili dłużej, wtuliłam się w zgłębienie jego szyi. Poczułam zapach jego perfum i bicie jego serca. Czułam się w tym momencie jak najszczęśliwsza kobieta na świecie. Odsunęłam się od Bruna, aby móc jeszcze raz spojrzeć w jego cudowne oczy, a ten złapał mnie za rękę, splątując nasze palce i ruszyliśmy na powolny spacer w kierunku naszego wakacyjnego domku. Otworzyłam drzwi, bo klucze ja miałam w torebce, a Peter grzecznie stał obok mnie i czekał, cały czas na mnie spoglądając. Chciałam już wejść do środka, ale ten wariat wziął mnie na ręce i wniósł do salonu. Kiedy w końcu postawił mnie na ziemie nie mogłam opanować śmiechu, ale nie na długo. Bruno przymknął oczy i oboje się do siebie zbliżyliśmy, stykając się czołami. Bruno zaczął mi szeptać do ucha, a ja jak tylko poczułam jego ciepły oddech na szyi to przeszły mnie przyjemne ciarki.
-W końcu jesteś moja Wenus, kocham cię.
Po tych słowach znów się w niego wtuliłam i staliśmy tak z dobre pięć minut.
-Zgłodniałam.
-O tej godzinie?-zapytał Mulat z uśmiechem.
Pokiwałam twierdząco głową, a on od razu wpadł do kuchni i powiedział, że zawoła mnie jak będzie gotowe. I czy to nie jest cudowny, idealny mężczyzna? Ja postanowiłam za ten czas wziąć prysznic i ubrałam krótkie spodenki oraz jego białą koszulę. Gdy już byłam gotowa, ruszyłam do salonu. Nie mogłam dłużej wytrzymać z ciekawości i cały czas pukałam w drzwi od kuchni. Po jakimś czasie wreszcie Mars mi otworzył, a ja dumnie wparowałam do środka. Chciałam zajrzeć do garnka, ale głos ukochanego mi w tym przerwał.
-Ślicznie ci w tej koszuli.
Wyciągnął w moją stronę ręce, a ja od razu skorzystałam i podeszłam do niego. Ten szybko mnie przyciągnął i przytulił, po czym zaczął obdarowywać moją szyję drobnymi, ciepłymi i czułymi pocałunkami. Czułam każdy jego ruch rozgrzanych warg na mojej delikatnej skórze. Nieświadomie wplątałam dłonie w jego włosy i co jakiś czas lekko je pociągałam. Tą wyjątkową chwilę przerwał mi zapach palącego się dania.
-Bruno.
-Tak?-zapytał nie przerywając czułości.
-Coś się pali.
Bruno od razu ode mnie odskoczył i pognał ratować danie, a ja chichotałam pod nosem. Na szczęście udało się odratować naszą kolację i mogliśmy się po chwili nią zajadać. Usiedliśmy na przeciwko siebie, ale w jedzeniu cały czas przeszkadzał mi wzrok Hawajczyka. Wstał i podszedł do mnie. Usadził mnie sobie na kolanach i zadowolony dalej kontynuował jedzenie. Po zjedzeniu poszliśmy się położyć. Weszliśmy do sypialni i wygodnie ułożyliśmy się na łóżku. Oczywiście ja znalazłam bezpieczne schronienie w ramionach Bruna, a on co jakiś czas nucił jakąś piosenkę i bawił się kosmykami moich włosów. Hawaje jednak mają w sobie tę niesamowitą moc. Tu naprawdę mogę być szczęśliwa, ale co będzie dalej? Jak wrócimy to co zrobimy z naszym uczuciem? Zaczęłam rozmyślać nad samymi czarnymi scenariuszami, ale dlaczego? Przecież kochamy się i to jest ważne. Uśmiechnęłam się pod nosem i mocniej się wtuliłam w tors ukochanego. Ten czując to, mocniej mnie objął i ucałował jeszcze moje czoło. Kiedy już przysypiałam, ostatnie co słyszałam to jak Bruno okrywa nas białą, aksamitną kołdrą i otacza mnie przyjemnym, gorącym ciepłem jakie od niego bije.
***
Patrzyłem na pogrążoną we śnie Angelę i to jak jej klatka piersiowa oraz całe ciało współgra ze sobą podczas oddychania. Wierzcie mi lub nie, ale dla mnie to najpiękniejsza rzecz na świecie. Tak bardzo się cieszę, że w końcu powiedziałem Wenus co czuję i przynajmniej teraz wiem, że ona też wciąż mnie kocha. Czego mogę chcieć więcej? No może tego, żebyśmy byli ze sobą na zawsze szczęśliwi. Przysięgam, że będę zawsze przy niej, kiedy ona będzie tego potrzebować. Jestem pewny, że z jej strony mogę liczyć na to samo. Zawsze była moją motywacją, natchnieniem i ukochaną i nigdy nie przestanie nią być. Uczucie, które nas łączy na pewno pozwoli nam przetrwać przeszkody jakie stoją nam na drodze. Mam już nawet pewien plan co do mojego aniołka. Po powrocie do Los Angeles, zaproponuję jej zamieszkanie u mnie. Jestem pewien, że się zgodzi. W ten sposób będę mógł sobie ułożyć życie z osobą, którą naprawdę kocham.

  • Jak wam się podoba rozdział? Mi szczerze się nie podoba. Nie wiem dlaczego, ale wstawiam, bo dosyć dużo czasu minęło od dodania ostatniego rozdziału. Dziękuje za wasze motywujące komentarze i czekam na następne. 
  • Chcę przeprosić również za długość tego rozdziału. Wiem, jest krótki. Czy mam na to jakieś usprawiedliwienie? Szkoła, obowiązki, nauka i wiele innych, ale mimo wszystko postarałam się dodać i chyba to się liczy prawda? Jeśli macie do mnie jakieś pytania, podaję wam mojego aska http://ask.fm/Gunia131213 Pozdrawiam kochani i jeszcze raz dziękuje, że tu w ogóle zaglądacie ♥
  • Dziś pragnę złożyć życzenia urodzinowe osobie, dzięki której widzę sens w pisaniu. Jest ze mną od samego pooczątku mojej twórczości (długo) dlatego należą się jej szczególne podziękowania. Julia czytasz i komentujesz moje każde opowiadanie (ja twoje również). Wspierasz i motywujesz mnie do dalszego pisania. Bardzo ci dziękuje. Życzenia pisałam ci już wszędzie, więc Wszystkiego Najlepszgo kochana :*




sobota, 5 września 2015

Rozdział 7

-Czy ja na pewno wszystko mam?-spytałam samą siebie, omiatając wzrokiem jeszcze raz moje torby.
-Masz dwie duże torby. Jestem pewien, że niczego nie zapomniałaś-odezwał się po chwili Bruno.
-Dobra niech ci będzie, to jedziemy?
-Nareszcie-westchnął teatralnie, a ja mu pokazałam język.
Zaniósł moje torby do bagażnika i ruszyliśmy w stronę lotniska. Po odprawie i innych pierdołach w końcu mogliśmy usiąść. Powiedziałabym, że nareszcie, ale jest kłopot. Ja strasznie boję się latać samolotami. Oczywiście to nie jest mój pierwszy lot, ale to nie zmienia faktu, że się boję. Bruno o tym wie. Dlatego też cały czas próbuje odciągać moją uwagę od lotu. Rozśmiesza mnie, śpiewa mi, ale to nie pomaga.
-Może się prześpij-zaproponował.
-Spróbuję.
-Chodź tu-przyciągnął mnie do siebie i pozwolił mi zasnąć w jego ramionach.
Kiedy tylko poczułam ciepło bijące od niego, nie mogłam się powstrzymać i zasnęłam.
***
Angela nareszcie zasnęła. Biedna ma straszny lęk przed lataniem samolotami. Wiedziałem o tym i dlatego robiłem wszystko, aby dodać jej trochę otuchy. W końcu udało jej się zasnąć w moich ramionach. Postanowiłem zapisać sobie pomysły do teledysku 'Gorilla' w którym również ma pojawić się Angela. Ułożyłem lekko jej głowę sobie na kolanach i miałem wolne ręce. Wyciągnąłem kartkę papieru i długopis po czym zacząłem zapisywać. Co jakiś czas kreśliłem słowa i na ich miejsce wpisywałem inne. Chciałem, aby ten teledysk obrazował słowa zawarte w piosence. To nie będzie łatwe, ale wierzę, że się uda. Mam tylko nadzieję, że na Hawajach w końcu odzyskam moją ukochaną Wenus. Liczę, że sobie wszystko przypomni i rozbudzę w niej dawne uczucie. W końcu literki zapisywane na kartce, zaczęły się z sobą zlewać i moje oczy coraz bardziej się zamykały. Oparłem się o szybę i zasnąłem. Ostatnie spojrzenie jeszcze raz rzuciłem na moją miłość, która bezpiecznie spoczywała mi na kolanach. Dlatego zasnąłem z uśmiechem.
-Przepraszam bardzo, już wylądowaliśmy-powiedziała stewardessa.
-Dziękuje-przetarłem oczy i się przeciągnąłem.
-Wenus wstawaj, już wylądowaliśmy.
Otworzyła oczy i na mnie spojrzała.
-Już? Przespałam cały lot. 
-To dobrze, a teraz idziemy-złapałem ją za rękę.
Wyszliśmy na lotnisko i odebraliśmy bagaże. Auto, które wynająłem już czekało, więc od razu do niego wsiedliśmy i pojechaliśmy do naszego celu. Nie mówiłem Angeli w które miejsce jedziemy, ale wiem, że się jej spodoba. Dojechaliśmy na miejsce, więc zawiązałem jej oczy i poprowadziłem do domku, który wynająłem na nasze wakacje. Jest to mały domek na plaży z dala od wszystkich innych. Plaża też nie jest zapełniona ludźmi, wręcz przeciwnie. Mało osób zagląda w te strony, toteż uznałem to za bardzo spokojne miejsce na odpoczynek. Stanęliśmy przed domkiem i odsłoniłem Wenus oczy. Ona stanęła jak wryta i otworzyła buzię. Zachichotałem na ten widok i do niej podszedłem po czym lekko przysunąłem jej dolną szczękę do górnej.
-Aż tak ci się podoba?
-Czy mi się podoba? Tu jest magicznie-wykrzyknęła i się na mnie rzuciła. Ucałowała mój policzek i mnie przytulała.
-Za takie podziękowania mogę robić cały czas jakieś niespodzianki.
-Dziękuje ci Bruno.
-Nie masz za co dziękować, a teraz chodź obejrzeć domek.
***
Niespodzianka jaką Bruno naszykował w postaci domku na plaży jest najlepszą rzeczą jaka mnie spotkała od bardzo dawna. On tyle dla mnie robi, wybaczył mi mój wyjazd i pomaga mi zapomnieć o przykrej przeszłości. Jest moim aniołem stróżem, bratem, najlepszym przyjacielem i ukochanym. Czasami się zastanawiam jak on to robi? Zawsze ma głowę na karku. W każdej sytuacji wie co ma zrobić i jak mnie pocieszyć. On jest moim skarbem i zamierzam mu to powiedzieć w najbliższym czasie. Jest moją pierwszą miłością, o której nigdy nie zapomniałam. Wciąż go kocham i wierzę, że na pewno jeszcze się między nami poukłada. Weszliśmy do środka domku i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Salon był dość duży. Znajdował się w nim stół, kanapa, telewizor i kominek dający ciepło w zimne dni. Kuchnia była urządzona w nowoczesnym stylu podobnie jak salon, ale zarazem była bardzo przytulna. Pokoje na górze były wspaniałe. Wparowałam do swojego i poczułam się jak w bajce. Duże łóżko ze śnieżnobiałą pościelą, przyjemny kolor mebli i ścian oraz balkon z którego miałam świetny widok na plażę sprawiały wrażenie pałacyku z moich snów. Nie mogłam się oprzeć i wyszłam na balkon. Podeszłam do barierki, a wiatr przyjemnie musnął moje włosy i całe ciało. Poczułam jak ktoś mnie od tyłu przytula. Odwróciłam się i zobaczyłam brązowookiego księcia. 
-Podoba ci się?-zapytał z tym swoim niezastąpionym uśmiechem.
-Jest cudownie, jeszcze raz ci dziękuje za wszystko co dla mnie robisz.
-Nie musisz dziękować Wenus-zasunął mi za ucho opadający kosmyk włosów.
-Jakieś plany na dzisiaj?
-Tak. Idziemy na imprezę, więc daję ci godzinkę czasu i widzimy się na dole-nim zdążyłam odpowiedzieć, ucałował mój policzek i uciekł z pokoju.
Popatrzyłam w niebo i powiedziałam pod nosem 'Ah ten Mars'. Otworzyłam torbę i postanowiłam wybrać jakąś sukienkę na dzisiejszy wieczór, co wcale nie było łatwym zadaniem. W końcu się jednak udało. Wybrałam krótką, kremową i bardzo wygodną sukienkę. Do niej ubiorę swoje czarne balerinki. Szybko pobiegłam do łazienki. Umyłam i wysuszyłam włosy. Zrobiłam lekki makijaż i gotowa poszłam się przebrać. Spojrzałam w lustro i byłam nawet zadowolona z końcowych efektów. Zbiegłam na dół i ujrzałam jak zawsze przystojnego Petera. Miał na sobie ciemne spodnie i białą koszulkę, która idealnie pasowała do jego ciemnej karnacji. Podszedł do mnie i ucałował mój policzek, a mi przeszły ciarki po plecach. Złapałam jego rękę i razem wyszliśmy. Pojechaliśmy do naszego ulubionego klubu, kiedyś bardzo często tu bywaliśmy. Zaraz po wejściu, ruszyliśmy na parkiet. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Raz wolniej, a raz szybciej. Bruno to najlepszy tancerz i z pewnością potrafił by poprowadzić każdą partnerkę w tańcu. Podeszliśmy do baru i wzięliśmy drinki, potem udaliśmy się na zewnątrz, żeby się przewietrzyć. Usiedliśmy na ławce, a Bruno chciał zapalić.
-O nie panie Mars-zabrałam mu papierosa, a ten na mnie prosząco spojrzał.
-Czemu nie?
-Bo to nie zdrowe i dobrze wiesz, że nie lubię kiedy palisz.
-Ale..
-Żadnego ale.
Wstałam z ławki i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę, który zmierzał w naszą stronę. Kiedy był już bliżej, rozpoznałam go bez trudu. To był Frank.
-Angela? Co ty tu robisz? Jaki zbieg okoliczności.
Zauważyłam, że Bruno wstał i podszedł do nas, po czym objął mnie ramieniem i spojrzał z wyższością na Franka. 
-Cześć Frank. Jestem na wakacjach. To Bruno, poznajcie się.
Podali sobie niechętnie dłonie, a ja chciałam jak najszybciej załagodzić tą całą sytuację.
-Ja przyjechałem na ślub siostry. Słuchaj, ostatnio nie było okazji, może wyskoczymy gdzieś jutro?-zapytał Frank.
-Przykro mi, ale Angela ma już plany. Właściwie my już mamy plany, więc żegnam-odpowiedział Mars.
Zauważyłam w jego oczach błysk. Błysk zazdrości. Frank odszedł i nawet się nie pożegnał. Spojrzałam na mojego przyjaciela.
-Od kiedy ty taki zazdrosny jesteś co?
-Ja? Wcale nie. Po prostu ten gość mi się nie podoba.
-Tak oczywiście-ruszyłam w stronę plaży, a Bruno szedł krok w krok obok mnie.
-Jesteś zła?
-A za co miałabym być zła? O to, że przegoniłeś niewinnego gościa czy o to, że jesteś zazdrosny?-spojrzałam na niego.
-Ja wcale nie jestem... a zresztą... powiem ci. Tak jestem zazdrosny i to cholernie. Nie mogę patrzeć, kiedy obok ciebie kręci się jakiś facet, bo gotuje się w środku. Pragnąłbym być cały czas przy tobie i mówić wszystkim, że jesteś moja, a nie kogoś innego. Chciałbym codziennie widzieć twój uśmiech, który jest dla mnie najpiękniejszą rzeczą na świecie. Chcę cię wspierać w ciężkich chwilach i ocierać twoje łzy. A wiesz dlaczego? Bo cię kocham i zawsze cię kochałem. Nigdy nie przestałem tego czuć. Po tym jak zerwałaś ze mną kontakt, załamałem się. Jak widać z czasem się podniosłem z pomocą chłopaków i Jessici. Problem w tym, że Jessica nie była tobą. Nigdy o tobie nie zapomniałem. Teraz kiedy znów pojawiłaś się w moim życiu, nie pozwolę ci nigdy więcej odejść.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Stałam tak i wpatrywałam się w miłość mojego życia, która właśnie przyznała, że też mnie kocha. Bruno do mnie podszedł i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. W nim przekazaliśmy sobie wszystkie emocje, jakie między nami panowały. Pokazaliśmy co do siebie czujemy i jak bardzo siebie nawzajem pragniemy.

  • Po dłuższej przerwie wstawiam kolejny rozdział. Jak wam się podobał? Czekam na wasze opinie w komentarzach i Pozdrawiam kochani ♥
  • Tak ogółem co u was? Jak w szkole? 


sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 6

Leżałam na łóżku z dobre 10 minut i próbowałam się wybudzić. Nagle usłyszałam jakieś trzaskanie w kuchni i poczułam przyjemny zapach. Szybko wstałam, wykonałam poranną toaletę i przebrałam się. W końcu weszłam do kuchni i zobaczyłam w niej gotującego Bruna. Włączył radio i co jakiś czas tańczył i wymyślał jakieś kroki. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, podeszłam do niego bezszelestnie i zakryłam jego oczy. Ten od razu się do mnie odwrócił i uśmiechając się złożył na moim czole czuły pocałunek. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Bruno zabrał się za dokończenie poprzedniej czynności, a ja grzecznie usiadłam na krześle i przypatrywałam się mu z ogromnym zainteresowaniem. Chciałabym codziennie widzieć taki widok. Budzę się i czeka na mnie miłość mojego życia. Niestety kiedyś to zepsułam i nie wiem czy nasza miłość mogłaby się urodzić na nowo. Po tym co zrobiłam przecież mógł do mnie w pewnym stopniu stracić zaufanie. Może jednak mi wybaczył? Zapatrzyłam się i nie zauważyłam, że Peter stał z talerzem naleśników i machał mi ręką przed twarzą. Otrząsnęłam się i uśmiechnęłam do niego.
-Księżniczka jeszcze śpiąca?
-Nie po prostu się zamyśliłam-wystawiłam mu język.
-A o czym tak intensywnie myślałaś?
-O takim jednym.
-Mam się czuć zazdrosny?
-Wariat-poczochrałam jego loczki, które tak bardzo uwielbiam, a ten tylko w odpowiedzi się uśmiechnął.
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
-Jaką?
-Wyjazd na Hawaje-popatrzyłam na niego.
Jego propozycja z wyjazdem na Hawaje była ostatnim czego mogłam się spodziewać. Po śmierci rodziców wyjechałam i już nie wróciłam. Czy dałabym radę tam wrócić ponownie i pozwolić wspomnieniom wrócić?
-Bruno nie wiem co mam powiedzieć.
-Po prostu się zgódź-westchnęłam.
-Kiedy?
-Za dwa dni.
-Zgadzam się-Bruno zaczął się szczerzyć później wziął mnie na ręce i zaczął ze mną tańczyć.
-Postaw mnie już debilu.
-Ej-powiedział głosem urażonego pięciolatka.
-Przepraszam-ucałowałam jego policzek, a jemu od razu się poprawił humor.
Zjedliśmy śniadanie i Bruno musiał już jechać, bo Phil prosił go pomoc w wyborze nowego samochodu. Ja postanowiłam pójść pobiegać, więc przebrałam się i ze słuchawkami w uszach wybiegłam do parku. Przewijałam akurat piosenkę, kiedy przez przypadek na kogoś wpadłam. Spojrzałam na osobę przede mną. Był to wysoki blondyn z niebieskimi oczami. Dobrze zbudowany i muszę przyznać bardzo przystojny.
-Przepraszam-wydusiłam po chwili.
-Nic się nie stało. Nie na co dzień wpadają na mnie takie piękne kobiety. Nazywam się Frank-wyciągnął w moją stronę dłoń.
-Angela-uśmiechnęłam się i odwzajemniłam gest również wyciągając w jego stronę dłoń.
-Może pójdziemy na kawę?-zapytał.
-Czemu nie.
Poszliśmy do małej kawiarenki i zamówiliśmy oboje kawę. Później z kubkami w dłoniach szliśmy parkiem. Korzystaliśmy ze ślicznej pogody. Muszę przyznać, że Frank jest bardzo miły i sympatyczny. Bardzo fajnie się z nim rozmawia i jest bardzo interesujący. Na koniec spotkania wymieniliśmy się jeszcze numerami telefonów i poszliśmy w przeciwne strony. Kiedy dotarłam do mieszkania, wzięłam prysznic i postanowiłam umyć swoje długie włosy. Tak też zrobiłam. Później położyłam się na kanapie i zaczęłam analizować mój przyszły wyjazd z Brunem na Hawaje. Możecie mi wierzyć lub nie, ale tak czas mi zleciał aż do wieczora. Podsumowując oprócz biegania i poznania Franka nie zrobiłam dzisiaj nic pożytecznego. Chciałam włączyć telewizor, ale w tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam niechętnie, aby je otworzyć. W progu stał nie kto inny jak mój wspaniały przyjaciel. Bez pytania wparował do środka i wygodnie się ułożył na kanapie. Zdążyłam zauważyć, że w ręku trzymał jakiś film, więc po drodze z kuchni zgarnęłam butelkę wody i paczkę chipsów po czym do niego dołączyłam.
-Co dzisiaj robiłaś ciekawego?
-Nudziłam się.
-Beze mnie nie przeżyjesz-jak zawsze szeroko się uśmiechał i zaraził mnie dobrym humorem.
Włączyliśmy film i zaczęliśmy oglądać, ale nie zajęło nam długo siedzenie w ciszy. Najpierw Mulat postanowił we mnie rzucać okruszkami i oblewać wodą, a ja nie byłam mu dłużna i już po chwili nasze oglądanie filmów zamieniło się w wojnę. Bruno akurat chciał mnie zacząć łaskotać, ale zadzwonił mój telefon. Odebrałam szybko nie patrząc na ekran.
-Halo?
-Cześć Angela tu Frank. Nie przeszkadzam?
-Nie-Bruno na mnie popatrzył ciekawskim wzrokiem i próbował podsłuchać rozmowę.
-Zadzwoniłem, bo chciałem powiedzieć nowej znajomej dobranoc.
Chciałam odpowiedzieć, ale usłyszałam jak Bruno zaczął śpiewać.
-Słuchasz radia?
-Em to mój.....
-Angela kotku chodź tu-Peter już krzyczał na cały głos, a ja piorunowałam go wzrokiem.
-To może ja ci przestanę przeszkadzać, cześć-Frank się rozłączył.
-Bruno, musiałeś?
-A kto dzwonił?
-Frank.
-Jaki Frank?
-Nie ważne-ziewnęłam-jestem śpiąca-widziałam jak Bruno się gotuje w środku, bo nie chce mu powiedzieć kim jest Frank.
Wyszłam z salonu i pomaszerowałam do łazienki. Wychodząc z niej ujrzałam jak mój kochany zazdrośnik grzebie w moim telefonie.
-Nic tu nie znajdziesz-zabrałam mu moją własność i usiadłam mu na kolanach.
Bruno złapał mnie za plecy i przybliżył mnie jeszcze bardziej do siebie. Co jakiś czas bawił się kosmykami moich włosów, wysyłając mi ten cudowny uśmiech. Wtuliłam się do niego bardzo mocno chcąc poczuć jego ciepło. Położył nas obok siebie na kanapie i ponownie pozwolił mi się wtulić w jego klatkę piersiową. Czułam jego ciepły oddech i bicie serca, nawet nie próbowałam się powstrzymać przed zaśnięciem w jego opiekuńczych i kochających ramionach.
***
Zauważyłem, że moja księżniczka zasnęła wtulona we mnie, więc nie chcąc jej budzić starałem się wykonywać jak najmniej gwałtowne ruchy. Wciąż mnie dręczyło kim jest ten cały Frank, który przedtem zadzwonił do Angeli. Może jakiś znajomy? Tylko dlaczego dzwoni o takiej później godzinie? Zaczynam mieć już jakąś paranoję, ale ja kocham tą kruszynkę, która teraz jest pogrążona we śnie. Nie poddam się dopóki jej nie odzyskam. Kocham Wenus i mam nadzieję, że uda nam się uratować naszą miłość na Hawajach, a ten cały Frank mi nie pokrzyżuje planów. Nawet jeśli są znajomymi to on ma pecha, bo to właśnie teraz Angela śpi obok mnie, a nie obok niego. To właśnie ze mną spędza 99% swojego czasu. Przysięgam, że jestem w stanie pozbyć się każdej konkurencji nawet pod postacią jakiegoś tajemniczego Franka. 

  • No to 6 rozdział już mam za sobą. Mam nadzieję, że się wam spodobał. Dziękuje za komentarze pod ostatnim rozdziałem kochani i Pozdrawiam ♥
  • Dziś dedykuję mojej kochanej siostrze Ewelinie ♥




sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 5

Obudziłam się najwcześniej ze wszystkich. Chciałam wstać i pójść się przewietrzyć, ale Bruno trzymał mnie w szczelnym uścisku. Pewnie dlatego było mi tak ciepło, kiedy spałam. Spojrzałam w górę i ujrzałam jego twarz pogrążoną we śnie. Nawet nie macie pojęcia jak słodko wygląda Bruno Mars podczas snu. Włosy, które zawsze zakrywa kapeluszem, bo nie chce mu się ich układać, ma w totalnym nieładzie. Ja bym to jednak nazwała artystycznym nieładem, bo wygląda seksownie. Jego klatka piersiowa co chwilę unosiła się podczas oddychania. Wyglądał naprawdę słodko. Myślicie, że wydostanie się z jego ramion jest proste? Właśnie nie bardzo, tak mocno mnie tuli, że żeby wstać muszę zaczekać na jego przebudzenie. Chyba, że sama go obudzę. Tylko jak? Wpadłam na genialny pomysł. Ucałowałam lekko jego policzek, a ten tylko lekko się poruszył i coś wymruczał. Postanowiłam ponowić próbę. Tym razem ucałowałam pewniej jego policzek, a ten zaczął się wybudzać. Po jakimś czasie, otworzył te swoje piękne oczy, a ja od razu w nich utonęłam. Po chwili się szeroko uśmiechnął i dodał jeszcze większej słodyczy w ten sposób do swojego porannego wyglądu. Natomiast teraz do tego wszystkiego dochodzą jego cudowne, ciemne oczy i te dołeczki, kiedy się uśmiecha. On jest po prostu mężczyzną idealnym. Teraz jak na złość, nawet jak już nie spał to wciąż mnie otulał.
-Bruno puść mnie już, chciałabym wyjść na zewnątrz.
-Nie-uśmiechnął się cwanie.
-Bruno, proszę.
-Pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Ucałuj jeszcze raz mój policzek.
Przewróciłam oczami i z szerokim uśmiechem, spełniłam jego prośbę. Ten cieszył się jak małe dziecko, a ja mogłam w końcu wyjść i pooddychać świeżym powietrzem. Na zewnątrz panowała błoga cisza, czyli inni byli jeszcze pogrążeni we śnie. Przeszłam po cichu przez miejsce, gdzie rozłożone były namioty i postanowiłam się przejść na spacer. Kiedy byłam już przy naszych samochodach, to dogonił mnie Bruno. Wziął mnie na ręce i niósł. Ja nie mogłam za bardzo krzyczeć, żeby nie obudzić reszty, więc wolałam się poddać. Postawił mnie na ziemi i usiadł dając znak, żebym usiadła przed nim. Siedzieliśmy na wielkiej górze, patrząc na zaczynające się wybudzać Miasto Aniołów. Oplótł mnie swoimi rękami, a nogi ustawił tak, bym mogłam wtulić twarz w jego tors. Czułam się w tym momencie naprawdę szczęśliwa i kochana. Bruno zawsze wiedział jak poprawić mi humor i od dawien dawna nazywałam go najlepszą rzeczą jaka mi się w życiu przytrafiła. Tak sądzę do tej pory. Kiedy moi rodzice jeszcze żyli, powtarzali mi, że Bruno jest dla mnie mężczyzną idealnym. Mój tata, z którym spędziłam beztroskie chwile dzieciństwa, bo byłam córeczką tatusia, kiedyś skierował do mnie słowa, których nigdy nie zapomnę. Powiedział "Angelo nie ważne gdzie będę i co się będzie działo, ty zawsze będziesz dla mnie moją małą księżniczką. Tylko pamiętaj jedno, kiedyś mnie zabraknie, a moim marzeniem jest, żeby mężczyzna, który zadba o ciebie kochał cię tak samo mocno jak ja. Chciałbym, aby tym mężczyzną był Peter". Wtedy powtarzałam mu, że Hawajczyk jest tylko i wyłącznie moim przyjacielem. Muszę przyznać, że to co wtedy powiedział mój tata, ja pamiętam do dziś. Nigdy nie powiedziałam o tym Brunowi, ale wiem, że gdyby tylko Bruno mógłby być znów mój to na pewno kochał by mnie tak samo mocno jak mój tata. Kocham Bruna, bo nigdy nie przestałam go kochać, ale nie wiem czy jestem gotowa na jakiś poważny związek. Po za tym Peter nie dawno zerwał z Jessicą i jakby nie było to ja go zostawiłam bez słowa wytłumaczenia i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby miał do mnie o to żal. Może powinnam mu powiedzieć o swoich uczuciach, ale się boję. Nie wiem sama czego, ale wolę to przemilczeć i trwać w idealnym stanie błogich scen, taka jak ta. Obejmujący mnie Bruno, dawał mi w tej chwili tak wiele ciepła, że nie potrafię pomyśleć o niczym innym jak tylko o nim.
***
Chciałbym, aby ta chwila trwała i trwała. Gdyby tylko Angela mogła być znowu moja. Marzę o tym, żeby codziennie budząc się, pierwszy widok jaki ujrzę to ona śpiąca obok mnie. Chciałbym ją mieć cały czas tylko dla siebie. Może to trochę samolubne, ale co mogę poradzić na to, jeśli dla tej kobiety straciłem głowę. Przy niej czuję się jak prawdziwy ja. Nie muszę nikogo udawać, bo ona wie jaki naprawdę jestem. Jest ze mnie dumna, że dopiąłem swego i śpiewam, ale moja kariera i pieniądze ją nie interesują. Jest zupełnym przeciwieństwem Jessiki. Jest inna niż dotąd spotkane przeze mnie w Los Angeles kobiety. Nic się nie zmieniła. Pozostała wciąż tą samą Angelą, którą pokochałem tak dawno temu i wciąż ją kocham tak samo. Moje rozmyślania, przerwał jej anielski głos.
-Bruno, jaką masz niespodziankę na dzisiaj?
-Nie powiem ci. Niespodzianka to niespodzianka.
-Ale...
-Żadnego ale. Teraz chodź, nasze śpiochy już może wstały.
Ruszyliśmy z powrotem na polanę, gdzie dostrzegliśmy naszych przyjaciół na świeżym powietrzu. Nie wyglądali zbyt dobrze. Pewnie się nie wyspali. Podszedł do mnie Phil i zaczął się przeciągać.
-Jestem już za stary, na takie pomysły-wszyscy się zaśmiali na jego słowa.
Nagle ujrzeliśmy Erica, który podskakiwał w miejscu jak jakaś małpa.
-Braciszku, odbiło ci już do końca?-krzyknąłem w jego stronę.
-Próbujesz wyskakać kaca czy po prostu masz braki z wf-u?-te słowa należały do Kamerona.
-Bardzo śmieszne, zimno mi-powiedział udając śmiech z naszych tekstów.
Pokręciłem głową zrezygnowany i zabrałem się za składanie naszych rzeczy i namiotów. Co jakiś czas spoglądałem na Angelę, która z wielką ostrożnością składała moje i jej rzeczy. Nie zdawała sobie sprawy, że ją obserwuję i bardzo mnie to cieszyło. Do torby chowała akurat moją bluzę. Nie chciałem, żeby chowała moje rzeczy, ale była bardzo uparta i stwierdziła, że ona się zajmie torbami, a ja namiotami. Wracając do bluzy. Kiedy ją składała, jak to miała w zwyczaju, przybliżyła ją do nozdrzy i pewnie zaciągała się moimi perfumami. Zawsze tak robiła. Często dawałem jej moje ulubione bluzy, których później już nie odzyskałem. Jedną miała do spania, drugą do sprzątania i do wielu innych rzeczy. Można powiedzieć, że moje bluzy kiedyś stanowiły większą część jej garderoby. Jej mama zawsze się naśmiewała, kiedy widziała swoją córkę, która szła w za dużej bluzie. Muszę przyznać wyglądała w nich słodko, a kiedy ją widziałem w moich rzeczach na sercu robiło mi się ciepło. Zwłaszcza wtedy jak przyłapywałem ją na tym, że się w nie wtulała. Po zebraniu wszystkich naszych rzeczy, pożegnaliśmy się i odjechaliśmy każdy w swoją stronę. Odwiozłem Angelę i zaniosłem jej torbę do mieszkania. Teraz czekałem aż w końcu się odwróci i się ze mną pożegna. Podeszła do mnie i ucałowała mój policzek, a ja szeroko się uśmiechnąłem.
-Widzimy się o 15. Przyjadę po ciebie.
-Bruno, a powiesz mi w końcu, co chcesz mi pokazać?
-Nie-tym razem ja ucałowałem jej policzek i zbiegłem na dół po schodach, słyszałem jeszcze jej chichot i zamykające się drzwi jej mieszkania. Wyszedłem na dół i podszedłem do samochodu. Angela patrzyła z okna i mi machała. Ja zacząłem tańczyć na chodniku na końcu zdejmując kapelusz w geście grzeczności, wysłałem jej buziaka i odjechałem. Może i dziwnie wyglądał mój 'chodnikowy taniec', ale dla tego wspaniałego uśmiechu, zrobiłbym wszystko. Ruszyłem do studnia, bo to właśnie tu chcę dzisiaj zabrać moją Wenus. Właśnie w tej chwili przypomniałem sobie, że nie powiedziałem jej na pożegnanie 'do zobaczenia Wenus', dlatego napisałem jej wiadomość o takiej treści. Jej wiadomość zwrotna brzmiała 'Mars'. Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem wszystko szykować. Miałem się już zbierać po Angelę, więc ostatni raz spojrzałem na niespodziankę i szybko po nią pojechałem. Nie musiałem długo czekać, ona od razu zeszła i wsiadła do samochodu. Chcąc utrzymać ją w niepewności zawiązałem jej oczy chustą. Przez całą drogę pytała, gdzie jedziemy, ale w odpowiedzi słyszała tylko moje gwizdanie lub śpiewanie piosenek z radia. Dojechaliśmy na miejsce, więc pomogłem Angeli wyjść i poprowadziłem ją do studia. Zaraz po przekroczeniu progu, zdjąłem jej chustę. Ona najpierw się przeszła, a później z ogromną radością opowiadała mi o moich początkach, o tym, że jest dumna. Czułem wtedy pełnię szczęścia. Wenus jak nikt mnie rozumie i teraz znowu mi to udowodniła. Posadziłem ją i dałem jej słuchawki, a sam poszedłem do kabiny i odśpiewałem naszą piosenkę "Count on me". Angela się popłakała i pierwsze co zrobiła to wylądowała w moich ramionach. Wiedziałem, że się ucieszy, ale dzięki jej reakcji mógłbym jej robić takie niespodzianki codziennie. Siedzieliśmy w studiu do późnego wieczora. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i zjedliśmy zamówioną hawajską pizzę. Bawiliśmy się tak jak kiedyś. Poszedłem nalać nam soku, ale kiedy wróciłem Angela spała. Pochyliłem się nad nią i ucałowałem jej czoło. Wziąłem ją na ręce i bezpiecznie odstawiłem ją do jej mieszkania. Zaniosłem ją do jej sypialni i ułożyłem do snu. Następnie sam położyłem się w salonie na kanapie i zasnąłem szczęśliwy. Szczęśliwy, że moja Angela znów odzyskuje dawną pełnię szczęścia i z tego mogę być najbardziej dumny.

  • Pozostaje mi czekać na wasze opinie na temat tego rozdziału. Serdecznie was Pozdrawiam kochani i dziękuje ślicznie za ostatnie komentarze ;)
  • Dziękuje ci ślicznie Dominiko za polecenie u siebie mojego bloga to miłe z twojej strony.
  • Widziałam także, że pojawili się nowi czytelnicy i naprawdę jestem szczęśliwa, że ktoś czyta moje wypociny. Jeszcze raz wam wszystkim z całego serduszka bardzo dziękuje ♥


wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 4

-Angela małpo, wstawaj na śniadanie!
Cudownie, dlaczego moja przyjaciółka Susan zawsze musi tak wcześnie wstawać? Przez to ja też się nie wysypiam. Zwlekłam się niechętnie z łóżka, wzięłam ciuchy i poszłam się ogarnąć. Wyszłam po dziesięciu minutach z łazienki i zastałam Susan czekającą na mnie przy stole. Dosiadłam się i w ciszy zaczęłam jeść. Nie wiem dlaczego, ale nie mam na nic ochoty. Mój humor dzisiaj nie jest najlepszy. Skończyłam jeść śniadanie i poszłam przed telewizor. Susan kroczyła za mną jak cień i pewnie zastanawiała się dlaczego mam złe samopoczucie, ale nie zadawała zbędnych pytań. Byłam jej za to wdzięczna. Siedziałyśmy spokojnie i oglądałyśmy jakąś beznadziejną telenowelę, ale ktoś postanowił nam w tym przeszkodzić i zadzwonić do drzwi. Moja towarzyszka poszła otworzyć, a już po chwili wróciła do salonu z bukietem róż w ręku. Położyła go obok mnie, uśmiechając się i przełączyła kanał w telewizji. Ja zaskoczona, dostrzegłam liścik wśród kwiatów i ciekawość zwyciężyła, przeczytałam. 
Namioty załatwione na dzisiaj. Przekaż też Susan, chociaż ona spotka się z Erickiem. Przyjadę po ciebie i twoje rzeczy o 19. Całuje twój Mars :*
Mimo wszystko na moją twarz, wpełzł szeroki uśmiech. Parę słów i kwiaty, ale tak bardzo cieszą. Jednak prawdopodobnie to przez to od kogo to dostałam. Susan również przeczytała karteczkę i postanowiła, mnie wyciągnąć na zakupy. Nie miałam zbytnio wyboru, więc się zgodziłam. Po galerii chodziłyśmy już chyba całe trzy godziny, więc postanowiłyśmy się rozdzielić i same poszukać czegoś dla siebie. Zwykle kiedy chodzimy razem to więcej czasu nam to zajmuje i nie zawsze uda nam się coś wybrać. Przemierzałam kolejne alejki, które zapełnione były kolorowymi ciuchami. Moją uwagę przykuł sklep, gdzie w większości można było znaleźć koszule, kapelusze, trampki i masę różnych koszulek czy też kurtek. Idealny sklep dla Bruna, pomyślałam. Od razu tam weszłam i postanowiłam wybrać sobie jakąś koszulę w kratę. Oglądałam każdą po kolei i czułam się nieswojo. Czułam się jakby ktoś mnie cały czas obserwował. Tylko dlaczego? Może to tylko takie uczucie, bo jestem tu pierwszy raz? No nic, wzięłam jedną z tych, które najbardziej mi się podobały i skierowałam się do przymierzalni. Ściągnęłam swój sweterek i zaczęłam odpinać guziki koszuli i ją założyłam, ale nagle zasłona, dająca mi trochę prywatności, niebezpiecznie się poruszyła, a w lustrze dostrzegłam cwany uśmieszek Bruna. Zasłoniłam się szybko, bo guzików nie zdążyłabym zapiąć i odwróciłam się do niego.
-Bruno, co ty tu robisz?-ten nic nie mówiąc podszedł do mnie i nas zasłonił. Zapiął parę guzików na górze koszuli, zakrywając mój biust i wyszedł bez słowa. Byłam w szoku. Nie potrafiłam się ruszyć z miejsca ani nic powiedzieć. Przebrałam się z powrotem i poszłam do kasy z moim zakupem. Zapłaciłam i wciąż będąc w szoku, poszłam do Susan. Ona wybrała sobie sukienkę i mogłyśmy już wracać. W połowie drogi się z nią rozstałam i pomaszerowałam do własnego mieszkania. Postanowiłam naszykować rzeczy na dzisiejszą noc. Do niewielkiej torby zmieściłam śpiwór i poduszkę. Natomiast do mojej podręcznej torebki spakowałam bluzę, spodnie na zmianę i znając głupie pomysły chłopaków, zaopatrzyłam się również w strój kąpielowy. Niewiele myśląc, zaczęłam się też sama ubierać. Włosy po dokładnym umyciu i wysuszeniu związałam w koka. Ubrałam jasne jeansy i moją nową koszulę. Na nogi założyłam jeszcze moje ulubione czarne trampki, które na dzisiaj nadają się idealnie. Wyrobiłam się na godzinę 19:50, więc do przyjazdu Bruna zostało niewiele czasu. Jak mam się zachować, po jego dzisiejszym wybryku? Dlaczego on w ogóle to zrobił? Postanowiłam na to nie zwracać większej uwagi i nie przejmować się tym. Punktualny jak zawsze Peter, zadzwonił do drzwi, więc zabrałam swoją torbę, torebkę i wyszłam do niego na korytarz. Przywitałam się z moim przyjacielem i ruszyliśmy w kierunku jego samochodu. Nawet nie macie pojęcia jaki Bruno potrafi być uparty. Cały czas za mnie nosił moje rzeczy, mimo tego, że wcale nie są ciężkie. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, większość osób już była. Wzięliśmy się od razu za rozkładanie namiotów i układanie w nich naszych rzeczy. Po skończeniu, położyliśmy się na trawie, patrząc w ciemniejące niebo.
-Angel, ładna koszula-usłyszałam głos Urbany.
Chciałam jej odpowiedzieć, ale mój ukochany przyjaciel mi w tym przeszkodził.
-Zgadzam się. Jest naprawdę świetna. Guziki trochę ciężko się zapina, ale zawsze można poprosić o pomoc-powiedział cwaniacko się do mnie uśmiechając.
-Dobra ludzie, może czas zacząć wariactwo?-zapytał Phred, wyciągając alkohol.
Zareagowaliśmy entuzjastycznie i nie było dzisiaj osoby, która by nie piła. Dobrze, że dzieci Urbany i Phila zostały pod okiem ich czujnej opiekunki. Włączyliśmy muzykę z radia samochodowego i zaczęliśmy tańczyć. Muszę przyznać, chłopaki tańczą nieziemsko. Właśnie pląsałam z Philem, kiedy Bruno powiedział, że odbija i już po chwili wylądowałam w jego silnych ramionach. Zdecydowanie to Hawajczyk rządzi w kwestii tańczenia. Jak na złość muzyka zrobiła się wolniejsza, więc Bruno przeniósł swoje ręce na moją talię i przybliżył mnie do siebie. Ja splątałam moje dłonie na jego karku i wtuliłam się do jego klatki piersiowej. Wszystko inne przestało mieć teraz dla nas znaczenie, liczyliśmy się tylko my i nasza bliskość.
-Ej zakochani, muzyka się już skończyła-zawołał Lawrence.
My się od siebie odsunęliśmy i powędrowaliśmy do reszty. Bruno na koniec posłał mi jeszcze całuska, na co ja pokiwałam głową i się uśmiechnęłam. Siedzieliśmy na dworze rozmawiając i wygłupiając się do 1:00, więc w końcu udaliśmy się do namiotów. Ja dzieliłam moje miejsce do spania z Susan, która nie mogła zasnąć bez Ericka. Pozwoliłam jej do niego iść, a sama założyłam słuchawki na uszy i pogrążyłam się we własnych myślach.
***
Wyszedłem z namiotu, który dzieliłem z moim bratem, bo Susan postanowiła przyjść do swojego chłopaka. Wyszłem za zewnątrz i zapaliłem papierosa. Tyle razy sobie obiecałem, że w końcu rzucę palenie, ale nie potrafię. To jest po prostu uzależnienie. Gdyby moja ukochana Angela teraz to widziała to pewnie, wyrwała by mi papierosa z ręki i powiedziała, że jestem nieodpowiedzialny. Dzisiejsza sytuacja ze sklepu była wykonana przeze mnie nieświadomie. Szczerze mówiąc, wtedy nie zastanawiałem się nad tym co robiłem, tylko słuchałem głosu serca. Angela była w szoku, ale szybko o tym zapomniała. Do tego jeszcze ten nasz dzisiejszy taniec. Wiem, że muszę zastopować, ale w jej towarzystwie nie myślę racjonalnie. Czasami trudno jest się powstrzymać przed pewnymi rzeczami tak jak dzisiaj przed zapięciem guzików w jej nowej koszuli. Dokończyłem palenie i zacząłem się zastanawiać dokąd pójść. No tak, przecież Susan jest w namiocie z Angelą, a jeśli poszła do nas to Wenus jest sama. Bez dłuższego zastanowienia się, wbiłem do niej. Leżała ze zamkniętymi oczami i słuchawkami w uszach. Pewnie dlatego nie zauważyła, że ktoś jest tu z nią. Położyłem się obok niej i wpatrywałem się w jej śliczną twarz, pogrążoną w myślach. Podparłem łokciem głowę i odwróciłem się w jej kierunku. Chcąc dać znać, że tu jestem, chciałem zaśpiewać piosenkę, którą akurat słuchała. Jak się okazało, była to jedna z jej ulubionych piosenek. Mianowicie słuchała Michaela Jacksona "Billie Jean". Uśmiechnąłem się pod nosem i zacząłem śpiewać tak dobrze znaną mi piosenkę. Angela musiała mnie usłyszeć, dlatego wyjęła słuchawki i wpatrywała się we mnie. Nie przerywała mi, widocznie chciała słuchać jak śpiewam. Kiedy skończyłem zaczęła klaskać.
-Bruno czemu się tu pojawiłeś?-zapytała po chwili ciszy.
-Susan poszła do Erica, a przecież to ja dzieliłem z nim namiot, więc nie miałem się gdzie podziać.
-Rozumiem, to co robimy?-usiadła po turecku i wyczekiwała odpowiedzi.
-Gramy w szczerość?
-Jasne.
Wypadło, że ja miałem zadać pierwszy pytanie, więc chwilę się zastanawiałem. W końcu postanowiłem, zacząć od czegoś łatwiejszego.
-Twój ulubiony artysta?-spojrzała na mnie z tym swoim przepięknym uśmiechem.
-Michael Jackson i niejaki Bruno Mars, ale nie wiem czy znasz.
-Raczej nie, a fajny jest?
-Wspaniale śpiewa, kocham jego twórczość. Do tego jest bardzo przystojny i ma zajebisty styl-uniosła brwi ku górze.
-Mam się czuć zazdrosny?
-Może. Dobra moja kolej. Do jakiej piosenki mam wystąpić z tobą w teledysku?
-"Gorilla".-zdziwiła się moją odpowiedzią.
-Jesteś pewien. Jak chcesz nagrać coś do takiego tekstu?
-Spokojnie kochanie, mam już plan-dotknąłem lekko jej kolana.
-Twoja kolej-tylko tyle była w stanie powiedzieć, a na jej policzkach dostrzegłem słodkie rumieńce.
-Jakie masz plany na jutro?
-Będę odsypiać dzisiejszą noc-ziewnęła.
-O nie. Na jutro mam niespodziankę, w takim razie idziemy teraz spać.
Położyłem się i przymknąłem oczy. Usłyszałem chichot Angeli, która po chwili się we mnie wtuliła. Ja ją objąłem ramieniem i jeszcze wyszeptałem 'dobranoc Wenus'. Poczułem, że się uśmiecha i mocniej się wtuliła. Ja chwilę ją obserwowałem, aż w końcu sam udałem się do krainy spokoju.

  • Jak widać, Bruno coraz bardziej się rozkręca. Następny pojawi się w przeciągu dwóch dni, przynajmniej tak myślę. Pozdrawiam kochani :*
  • Pragnę zadedykować ten rozdział i całe opowiadanie pięciu wspaniałym osobą, które wytrwale czytają ;)
  1. Ola, która prowadzi wspaniałego aska o Brunie. Jesteś bardzo motywująca i wspierająca w tym co robię. Dziękuje ci za to bardzo kochana ♥
  2. Klaudia, która również bardzo mnie motywuję i obdarza moją pracę miłymi słowami na asku ♥
  3. Tolka, która jest ze mną od mojego pierwszego opowiadania, a było ich już sporo. Zawsze mnie motywujesz, dajesz wspaniałe komentarze i także piszesz jedne z moich ulubionych opowiadań ♥
  4. Moja ukochana przyjaciółka Marta, która jest ze mną zawsze, niezależnie od jakiej sytuacji. Dziękuje za ostatnie pocieszenie (dobrze wiesz o co chodzi). Kocham cię ♥
  5. Oraz moja ukochana siostra Ewelina, która również czyta moje każde wypociny i jak nikt inny czeka na każdy rozdział mojego każdego opowiadania z niecierpliwością ♥
Kocham was wszystkie. Pomimo tego, że nie komentujecie na moim blogu to przekazujecie mi swoje uwagi na asku lub w cztery oczy. To właśnie dzięki wam widzę sens w tym co robię ☺