sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 17

Dobiegłem na plażę najszybciej jak się tylko dało. Zmęczony oparłem się o nogi, równocześnie rozglądając się za Angelą. Nigdzie jej nie widziałem, nie było po niej śladu. Straciłem nadzieję, ale nagle woda pod dość wysoką skałą dziwnie się poruszyła. Nie zastanawiając się dłużej po prostu wskoczyłem do wody i popłynąłem w to miejsce. Jakież było moje zdziwienia i równocześnie przerażenie, kiedy ujrzałem tam Wenus. Podpłynąłem do niej i złapałem ją za talię. Powoli wyprowadziłem ją z wody i delikatnie ułożyłem na piasku. Była nieprzytomna, słabo oddychała i nie była w stanie się przebudzić czy nawet drgnąć. Ku mojemu przerażeniu jej klatka piersiowa zaczęła opadać i nie wykonywać żadnego, jakiegokolwiek ruchu. Wykręciłem numer na pogotowie, a sam zacząłem ją reanimować. Nie wiem ile to wszystko trwało, ale w bardzo krótkim czasie już jechałem karetką i trzymałem za rękę moją ukochaną, która wciąż się nie przebudziła. Dotarliśmy do szpitala w bardzo szybkim tempie. Angelę zawieźli na salę, a mnie nie chcieli wpuścić. Załamany usiadłem na krześle i wyciągnąłem telefon z kieszeni. Postanowiłem zadzwonić do Susan. Jest ona najlepszą przyjaciółką Angeli, a nie wiedziała nawet nic o jej poprzednim pobycie w szpitalu. Powinna teraz tu być. Z bijącym sercem wcisnąłem zieloną słuchawkę i czekałem dłuższą chwilę, aż Susan odbierze.
-Halo, Bruno coś się stało?
-Posłuchaj, musisz coś wiedzieć. Przyjedź do szpitala Św.Barbary.
-Co jest?-powiedziała z zaniepokojeniem dziewczyna.
-Angela jest w szpitalu.
-Zaraz tam będę.
***
Odłożyłam telefon na umywalkę i ponownie spojrzałam w lustro. Przecież to niemożliwe, co się stało, dlaczego akurat Angela? Ona jest dla mnie jak siostra, kiedyś jej przysięgałam, że nigdy nie zostawię jej samej, że nic jej się nie stanie. Złapałam się za głowę i zaczęłam krzyczeć do własnego odbicia. 
Zaczęłam się ogarniać i wybiegłam z domu, widok zamazały mi łzy wypływające z moich oczu. Czym prędzej wsiadłam do samochodu i ruszyłam w kierunku szpitala. Cholera, nawet nie wiem jak wiele złamałam przepisów drogowych, ale to nie jest teraz ważne. Kurwa! Jeszcze te głupie korki, Nie zastanawiając się nad tym co robię, wybiegłam z auta i zaczęłam biec przed siebie. Słyszałam przekleństwa innych kierowców i ich trąbienie. Mam ich wszystkich obecnie gdzieś, moja przyjaciółka jest w szpitalu. Ona zawsze była gotowa oddać za mnie życie, więc ja też mam obowiązek być teraz przy niej. Zdyszana dotarłam na miejsce i weszłam do windy. Wjechałam na odpowiednie piętro i ujrzałam załamanego Bruna. Podbiegłam do niego i dostrzegłam jego łzy. Wtuliłam się do niego i już całkiem dałam upust emocjom. Zaczęłam ryczeć jak głupia, a Bruno też nie powstrzymywał się przed tym. Musieliśmy się uspokoić, co zajęło nam 10 minut. Teraz to ja siedziałam na krześle i tępo wpatrywałam się w drzwi, za którymi Angela walczy o życie. Natomiast Mars chodził w te i wewte. Już nawet nie wiem, nie jestem w stanie określić ile tu czekamy. Musiałam w końcu zapytać Bruna o to co się stało.
-Bruno?-spojrzał na mnie-co się stało?
-Ona, ona chciała się zabić.
-Co, ale jak to, po co, dlaczego?
Nie chciałam w to wierzyć. Przecież Angela kocha życie. Niedawno dostała pracę, odzyskała swoją miłość w postaci Petera, to nie może być prawda.
-Susan ona już drugi raz jest w szpitalu. Jessica i ten cały Frank spowodowali jej wypadek samochodowy, w którym niestety straciła pamięć. Zaczęła powoli wracać do siebie, aż do dzisiaj. Wezwali mnie na komisariat, więc musiałem ją zostawić samą. Angela zostawiła list pożegnalny, była załamana tym, że nic nie pamięta. Kiedy wróciłem i odczytałem list, pierwsze co mi przyszło do głowy to plaża. Ona się chciała utopić, zdążyłem w ostatniej chwili-i tu załamał mu się głos. 
Nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić tego co teraz dzieje się w mojej głowie, nic z tego nie rozumiałam. Chciałam zadać kolejne pytanie, ale z sali wyszedł lekarz. Miał nie za wesołą minę. Podszedł do nas i ściągnął w ciszy rękawice. Z moich oczu znów zaczęły się wydostawać łzy. W końcu lekarz zabrał głos.
-Woda zalała ogromną część jej ciała, zdążyliśmy odratować najważniejsze narządy wewnętrzne, zwłaszcza płuca. Żyje i ma się dobrze. Oddycha już samodzielnie, serce nieprzerwanie biję i muszę stwierdzić, że to naprawdę cud, że udało się ją uratować. Obecnie jest w śpiączce, powinna się wybudzić za niedługo, ale tego niestety nie możemy być pewni.
No oczywiście zawsze znajdzie się jakieś cholerne ale. 
-Możemy wejść?
-Tak możecie.
Weszliśmy do sali i ujrzeliśmy jej bladą twarzyczkę. Taką bezbronną i delikatną istotkę, która tak wiele dla nas znaczy. Podeszłam i ucałowałam jej policzek, później złapałam powoli jej dłoń. Była taka zimna.
-A co jeśli się nie wybudzi?-ledwo co te słowa, przeszły mi przez gardło.
-To dzielna dziewczyna, da radę, zobaczysz. 
Bruno ucałował jej czoło i usiadł obok niej na łóżku. Siedzieliśmy u niej do wieczora. Bruno chciał, abym odpoczęła i kazał mi iść do domu. W razie czego ma zadzwonić. Do domu dotarłam powolnym spacerkiem, otworzyłam drzwi i zmęczona położyłam się na łóżku. Przed zaśnięciem jeszcze zobaczyłam nasze wspólne zdjęcie i wyszeptałam 'Nie zostawiaj mnie'. Potem zamknęłam powieki i zasnęłam.
***
Po wyjściu Susan położyłem się obok moje ukochanej, wciąż trzymając jej dłoń. Tak bardzo się o nią boję. Nie mogę jej stracić, to nie byłoby dla mnie do zniesienia. Najpewniej bez niej nie dałbym sobie rady. Nawet nie wiem kiedy z takimi przemyśleniami zasnąłem. 
  • No więc nieźle was przetrzymałam. Pewnie po takim długim oczekiwaniu będziecie chciały mnie zabić xD Więc co myślicie? Przyjmę każdą opinię. Tym razem chciałam napisać rozdział z punktu widzenia najlepszej przyjaciółki Angeli, więc bardzo zależy mi na waszych odczuciach czy to co napisałam da się czytać? Do następnego kochane i Pozdrawiam ♥ :*





poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział 16

"Znów zielone światło, ruszyłam z miejsca. Jadąc nuciłam piosenkę, która leciała w radiu. Nagle niepokojący trzask z mojej lewej strony. Coś z bardzo dużą siłą we mnie uderza. Muzyka cichnie, a jedyne co czuję to ból i ten cholerny smak krwi w ustach. Później tylko ciemność i już nie wiem co dalej. Budzę się, przy moim łóżku leży Bruno. Cieszy się na mój widok, zaczyna mnie przytulać i całować, a ja głupia nawet nie drgnę. Doszczętnie łamię jego uczucia, zabijam go od środka swoją obecnością. Mijają miesiące, wszystko sobie przypomniałam. Popełniłam błąd, kazałam Brunowi przystopować i dać mi czas. Chwilowo zerwałam z nim kontakt. Kiedy sobie wszystko przypomniałam intuicja kazała mi biec do jego domu. Biegłam przez most. Długi, niekończący się most. Nagle na barierkach dostrzegłam postać, która skoczyła z mostu wprost pod pociąg. Ku mojemu przerażeniu to Bruno. Zbiegłam szybko do niego, a on ostatnie co potrafił powiedzieć to "Kocham cię Wenus" i już później nic nie zostało. Płakałam, nad jego ciałem pokrytym krwią, płakałam i chciałam aby wrócił. Zaczęłam biec przed siebie, chciałam ze sobą skończyć, ale nie umiałam."
Obudziłam się z krzykiem i szybko sobie zdałam sprawę, że jestem sama w pokoju. Jednak Bruno jak najszybciej zareagował na mój krzyk i zaraz był na górze.
-Co się stało?-podbiegł do mnie.
-Znowu miałam zły sen.
Przytulił mnie jak małą dziewczynkę, głaskając moje włosy co mnie bardzo uspokajało, do tego jeszcze ten jego spokojny ton. Byłam skołowana, nie wiedziałam jak się zachowywać w stosunku do Bruna, co mówić, jak chodzić obok niego? To takie trudne, zaczyna mnie to przerastać. Kiedy się uspokoiłam zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Później się ubrałam, ale jak wychodziłam z łazienki to Mars zatarasował mi drogę.
-Chcę cię zabrać w pewne miejsce.
-Jakie?
-Zobaczysz.
Nic już nie mówiąc, po prostu wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Po dojechaniu pierwsze co przykuło moją uwagę to widok z góry na Los Angeles. Wysiedliśmy z samochodu i Bruno mnie zaczął prowadzić przez jakąś ścieżkę. Była ona przysłonięta rosnącymi na przeciwko siebie drzewami, które nad nią tworzyły dach. To było takie piękne i tajemnicze zarazem. Po przejściu owej ścieżki, weszliśmy na jakąś polanę. Była ona jasnozielona i taka miękka, a porastało ją mnóstwo kwiatów. Byłam w szoku. Odwróciłam się do Bruna.
-Pamiętasz coś?-zapytał z nadzieją.
-Świta mi w głowie jakiś wypad pod namioty z przyjaciółmi, czy o to chodziło?
-Tak, dokładnie o to.
Ucieszył się i złapał mnie za rękę. Następnie odgarnął włosy z mojego czoła i je ucałował.
-Oddałbym wszystko, żebyś przypomniała sobie ile dla mnie znaczysz, to co nas łączyło.
Po moim policzku spłynęła łza, którą Peter szybko otarł i mnie przytulił. Tą wyjątkową chwilę, przerwał nam dzwonek telefonu. Bruno odebrał go, a po zakończonej rozmowie powiedział, że musimy już wracać. Odwiózł mnie do domu i sam gdzieś pojechał. Nic z tego nie rozumiałam, był taki zły i taki nieswój. Bałam się zostać sama. Jak tylko zamknęłam drzwi, postanowiłam się ubrać w jakąś za dużą koszulkę, aby szukając coś takiego chodź na chwilę przestać myśleć o strachu. Znalazłam tylko koszulki Bruna i stwierdziłam, że to idealne, więc ubrałam właśnie ją. Następnie poczułam, że jest mi strasznie duszno, więc pootwierałam wszystkie okna w pokoju i usiadłam na podłodze. Nie musiałam czekać długo, aby zrobił się przeciąg, a długie, białe zasłony zaczęły się kołysać w rytm wiatru. Ja natomiast zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać. Czułam ból, smutek, żal, złość. Chciałam zakończyć tę męki i postanowiłam to zrobić jak najszybciej.
***
Wkroczyłem na komisariat i od razu odnalazłem policjanta, który zajmuje się sprawą Angeli. Dowiedziałem się, że Frank i Jessica są przesłuchiwani. Usiadłem na krześle i po krótkim wyczekiwaniu ujrzałem jak dwójka funkcjonariuszy ich wyprowadza. Spojrzałem w oczy Franka i miałem ochotę się na niego rzucić i go zabić, ale przeszkodził mi w tym śledczy.
-Przyznali się. Oboje wylądują w więzieniu i zostanie wytoczona przeciwko nim sprawa. Niczym się już pan nie musi przejmować, pana żona jest bezpieczna.
-Dziękuje.
Wyszedłem na zewnątrz i odpaliłem papierosa. Angela by mnie za to okrzyczała, nie znosiła kiedy paliłem. W mojej głowie wciąż chodziło słowo żona wypowiedziane przez śledczego. Może i Wenus nie jest moją żoną, ale wiem, że to ta jedyna. Mam nadzieję, że szybko odzyska pamięć, a jak tylko tak się stanie to się jej oświadczę. Jestem tego pewny jak niczego innego na świecie. Skończyłem palić i ruszyłem do domu. Parkując samochód już pod domem zauważyłem, że nigdzie nie palą się światła. Może Angela poszła spać. Wszedłem do środka i rozejrzałem się, ale niczego podejrzanego nie ujrzałem. Poszedłem do salonu, a na stole leżała jakaś kartka. Wziąłem ją do ręki i zacząłem czytać.
"Bruno wiem, że to co teraz przeczytasz cię zrani i być może wściekniesz się na mnie, ale inaczej nie potrafię. Straciłam pamięć, nasze wspólne wspomnienia, naszą miłość i wszystko co z nami związane. Czuje się osaczona, słaba i bezsilna nie mogąc sobie nic przypomnieć. Nie potafię budzić się obok ciebie rano, wiedząc że liczysz aż sobie wszystko przypomnę. Nie potrafię patrzeć i czuć co dla mnie robisz, jeśli ja nie potrafię ci się odwdzięczyć. Chcę to zakończyć, bo czuję jakbym była dla ciebie ciężarem.
Na zawsze twoja Wenus".
Po przeczytaniu, poczułem łzy na moich policzkach. Już raz ją kiedyś straciłem, nie chcę aby to się powtórzyło. To nie może się dziać naprawdę. Jak najszybciej wybiegłem z domu i pobiegłem w stronę plaży. Moja intuicja mówiła mi, że właśnie tam jest moja ukochana. Przecież ona tak kocha plażę, więc niewiele myśląc biegłem ile sił w nogach i próbwałem z głowy wyrzucić wszsytkie czarne scenariusze.
***
Stałam tak wpatrując się w horyzont i żegnając się ze wszystkim dobrymi wspomnienianiami, które świtały mi w głowie. Czy dobrze robię? Pewnie nie, ale inaczej nie potrafię. Spojrzałam w otchłań wody i zamykając oczy skoczyłam. Poczułam jak się zanurzam, a później jak zaczyna mi brakować tchu. Nie szarpałam się, nie chciałam. Traciłam przytomność i czułam jak moje płuca wypełnia woda. Nagle w głowie zaczęły mi się pokazywać jakieś obrazy. Sesja zdjęciowa jako moja nowa praca. Bruno, który wyznaje mi miłość. Nasz pierwszy raz. Jego uśmiech kiedy widzi mnie w sukni ślubnej na sesji i ten jego uśmiech. Na końcu dzień wypadku. Bruno żegnający mnie czule, a ja wyjeżdżałam do sklepu. Jessica i jej ciąża, która nie była prawdą. Później wypadek. Wszystko do mnie powróciło, haotycznie, ale jednak. Wszystko uporządkowałam w głowie, wyobraziłam sobie Bruna, który znajduje moje ciało i stało się, chciałam wypłynąć na powierzchnię, ale nie potrafiłam. Traciłam kontakt z rzeczywistością, czułam piekące płuca i zalewającą mnie od środka wodę. Czułam ból.

  • Więc co wy na to? Nie zabijajcie mnie od razu, proszę xD Rozdział miał pojawić się w Nowy Rok, ale zatrzymała mnie wizyta u siostry. Jednak powróciłam i od razu dokończyłam rozdział, aby wam tu go jak najszybciej wstawić. Nie przedłużając kochani Pozdrawiam i do następnego ♥



wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 15

Oderwałem się od niej i spojrzałem jej głęboko w oczy.
-Martwiłem się, nigdy więcej nie wypuszczę cię nigdzie samej.
Zbliżałem się znów do niej powoli chcąc ją pocałować, ale ona się odsunęła.
-Coś się stało?
-Przecież my jesteśmy przyjaciółmi.
-Słucham?
Tak jak wcześniej odczuwałem radość, bo moja ukochana Angela mnie pamięta tak teraz czuję smutek i niemoc, bo zapomniała o tym co nas łączyło przed jej wypadkiem.
-Angela kochanie skup się. Miałaś wypadek samochodowy przez który straciłaś chwilowo pamięć. Pamiętasz mnie, ale nie pamiętasz, że byliśmy razem. Powiedz, że chociaż coś ci się tli związanego ze mną, z nami-powiedziałem drżącym głosem.
Zauważyłem w jej oczach łzy, zdziwienie i żal. Moje serce w tej chwili pękło.
-Bruno przepraszam, ale jestem zmęczona.
-Rozumiem.
Powiedziałem i wyszedłem z jej sali z bolącym sercem. Kopnąłem krzesło na korytarzu i usiadłem na ziemi chowającym twarz w dłoniach. Nie musiałem długo czekać, żeby moje oczy zaczęły wytwarzać gorzkie łzy. W tym momencie byłem zły na cały świat. Chciałem zniknąć, uciec i już nie wrócić. Moje życie w tej chwili straciło sens, bo niby jak mam żyć bez ukochanej? Poczułem czyjś uścisk na ramieniu, podniosłem głowę i ujrzałem zmartwionego Phila.
-Bruno, wszystko w porządku?
-Ona nie pamięta nas, naszej miłości. Tego co nas łączyło przed tym wypadkiem-z każdym słowem głos mi załamywał.
Ujrzałem policjanta, który nam się przypatrywał. Podszedł do mnie i poprosił o rozmowę, więc się zgodziłem.
-Wypadek samochodowy pani Angeli to nie przypadek. Ktoś specjalnie nakierował na nią swój rozpędzony samochód, blokując hamulec. Zdążyliśmy ustalić, że samochód należy do niejakiego Franka Dile. Przeszukaliśmy jego mieszkanie, w którym znaleźliśmy dużo zdjęć pana dziewczyny. Najwięcej z panem prawdopodobnie na Hawajach.
W tej chwili wszystko w mojej głowie zaczęło się układać. Najpierw wizyta Jessici, która stwierdza, że jest ze mną w ciąży, a później ten cały wypadek i nagle okazuje się, że samochód należy do Franka, którego Angela spławiła.
-Czy znaleźliście go?
-Jeszcze nie. Poszukiwania już zaczęte, najprawdopodobniej ukrywa się u kogoś kto może być związany z tą całą sprawą.
-Jessica.
-Słucham?
-Jessica Caban, u niej może być-powiedziałem pewny swojego.
-W takim razie trzeba tam pojechać.
Ruszyłem razem z dwójką policjantów do domu Jessici. Nie wiem czy to również jej sprawka, ani czy zna w ogóle tego całego Franka, ale jej wizyta przed wypadkiem wydaje mi się być podejrzana. Muszę się teraz skupić na zemście, aby zapłacić winnym wypadkowi mojej Wenus, a później jej pomóc przypomnieć sobie wszystko to co nas łączy.
***
Właśnie odzyskałam od mojego lekarza mój telefon. Usiadłam na łóżku i zaczęłam go przeglądać. Od zdjęć i wiadomości po notatki i inne pierdoły. Natrafiłam na parę zdjęć moich i Bruna. Najbardziej wzruszyły mnie te na których się całujemy. Znalazłam nawet filmik na którym ja i Bruno jesteśmy razem. On mnie przytulał, całował w czoło i w policzek. Co jakiś czas przygryzał moją dolną wargę i wypowiadał te dwa magiczne słowa 'Kocham cię'. Patrzył na mnie z taką miłością, przed chwilą był tu, przy moim łóżku i mówił mi jak bardzo się o mnie martwił, a ja nie potrafiłam odwzajemnić jego uczucia. I co teraz? Jak mam teraz najnormalniej w świecie powrócić do tego, jeśli nawet nie wiem co nas wcześniej spotykało jako parę. Stałam się bezsilna. Po raz pierwszy od wielu lat moja miłość do Bruna jakby została hamowana prze moją własną bezsilność i niewiedzę. Poczułam na policzku łzę, która wyrażała w tej chwili moje uczucia. 
***
Jeden z policjantów zapukał w drzwi domu Jessici, a ja stałem z boku i wszystkiemu się przyglądałem. Zdziwiona dziewczyna powiedziała od razu, że chce rozmawiać ze swoim prawnikiem, co tylko potwierdziło, że ma coś do ukrycia. Patrzyłem jak zostaje wprowadzona do radiowozu i patrzy na mnie. Nie ruszyłem się z miejsca, funkcjonariuszom powiedziałem, że do szpitala pójdę sam. Wyruszyłem w drogę, pełny smutku i jakby zagubienia. Dlaczego zawsze wszystko musi się zawalić, kiedy jest tak dobrze? 
Dotarłem do szpitala i skierowałem się w stronę sali Angeli, która pakowała się z pomocą Phila.
-Jesteś Bruno i co?
-Później o tym pogadamy Phil, odwieziesz nas?
-Jasne. 
Pomogłem Angeli z jej małą torbą, w której miała zaledwie tylko swoje ciuchy, które miała na sobie w trakcie wypadku i swoją torebkę. Całą drogę w samochodzie przemilczeliśmy. Weszliśmy do domu i zrobiłem nam gorącą herbatę. Usiedliśmy na kanapie, ale między nami wciąż panowała cisza. Niechcąc przeszkadzać Wenus w przemyśleniach, poszedłem na górę. Zacząłem grać smutną melodię i tak spędziłem wieczór. Odkładając gitarę, zauważyłem na zegarku godzinę 23:00. Zmęczony wziąłem szybki prysznic, przebrałem się i położyłem się do łóżka. Kiedy już zasypiałem, usłyszałem otwierające się drzwi do mojego pokoju. Podniosłem się, a w progu ujrzałem Angelę.
-Czy mogę się położyć spać z tobą? Miałam zły sen.
Pokiwałem głową i gestem ręki wskazałem jej miejsce obok siebie. Ta położyła się, a ja ją przykryłem kołdrą i niepewnie przytuliłem się do jej pleców, trzymając rękę na jej talii jak to miałem w zwyczaju. Nie usłyszałem protestu z jej strony, więc z małą ulgą w końcu udałem się do krainy snów.


  • Co na to powiecie? Zaskoczyłam was? Szybko wstawiłam rozdział i trochę zmieniłam bieg akcji, więc czekam na wasze opinię. Dziękuje ślicznie za ostatnie motywujące komentarze, jesteście wspaniali. Dzięki wam widzę sens w pisaniu. No nic już nie będę przeciągać, więc papa kochani :*
  • No może jeszcze troszkę xD Ps. Wróciła mi wena, więc może następny odcinek w Nowy Rok? Pozdrawiam ♥


sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 14

-Jessica? Co ty tu robisz?
-Przyszłam do Bruna-weszła bez pozwolenia do domu z uśmiechem.
-Ale po co?
Nie dostałam odpowiedzi, bo z góry właśnie schodził Bruno, który na widok Jessici wytrzeszczył oczy i tak samo jak ja był zdziwiony jej wizytą.
-Co ty tu robisz?-zapytał po dłuższej chwili niezręcznej ciszy.
-Mam do ciebie sprawę panie Mars. Jestem w ciąży i za nim cokolwiek powiesz to od razu ostrzegam cię, że masz dwa wyjścia. Albo zostaniesz ze mną i znów będziemy razem, żeby wychować nasze dziecko albo pójdę do gazet i puszczę takie plotki, że nigdy się z nich nie pozbierasz.
-Co? Odwaliło cię? To dziecko to pewnie nawet nie jest moje, a jeśli już to się nie zgadzam. Kocham Angelę i to właśnie z nią chcę ułożyć sobie życie.
-A tą sukę obok?
-Nie mów tak o niej.
Zmierzyłam Jessicę chłodnym spojrzeniem.
-Masz jakiś dowód, jak na przykład zdjęcie z USG?
-Nie wzięłam ze sobą.
-To się wynoś i wróć jak znajdziesz dowód-Bruno wyrzucił ją z domu i zamknął drzwi.
Oparł się o nie i zamknął oczy, a ja do niego podeszłam i się do niego wtuliłam. Momentalnie na mnie spojrzał i ucałował moje usta.
-Chodź, zrobiłam śniadanie-powiedziałam, żeby go rozchmurzyć.
Śniadanie zjedliśmy w ciszy, a kiedy zaczęłam zmywać naczynia to do drzwi znów tego ranka zadzwonił dzwonek. Tym razem był to Phil, który od razu powędrował na kanapę z Marsem i włączyli jakiś film. Zaczęłam się zastanawiać nad tą całą sprawą z Jessicą. Co jeśli ona naprawdę jest w ciąży? Przecież dziecko nie może wychowywać się bez ojca.Chcąc odgonić te myśli, zajrzałam do lodówki i ujrzałam istną pustkę. Dlatego postanowiłam pojechać do sklepu.
-Bruno jadę do sklepu, zaraz będę.
Mój ukochany odprowadził mnie do drzwi z cwanym uśmiechem.
-Kocham cię Wenus.
-Ja ciebie też Mars.
Stał w drzwiach aż do mojego wejścia do samochodu. Wyjechałam z posesji i obrałam kurs na najbliższy sklep. Włączyłam radio i nuciłam piosenki, które akurat w nim leciały. Zatrzymałam się na czerwonym świetle, które wyjątkowo szybko zmieniło się na zielone. Ruszyłam z miejsca i nagle zauważyłam samochód, który jechał z dużą prędkością wprost na mnie z lewej strony. Nie zdążyłam wyhamować czy przyśpieszyć. Usłyszałam głośny trzask, muzyka przestała grać, a przed oczami pojawiała mi się ciemność. Ostatnie co pamiętam to ból i smak krwi w ustach.
***
Smak krwi, oślepiające lampy, jakieś niewyraźne krzyki i ten ostry ból w podbrzuszu. Nic kompletnie nic oprócz tego nie potrafiłam rozpoznać. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do jasności, usiadłam na łóżku i złapałam się za brzuch na którym miałam jakieś duże plastry. Nie pamiętałam jak się tu znalazłam ani co się stało, że tu jestem. Może to i dziwne, ale nie pamiętałam również jak się nazywam. Do sali wszedł lekarz.
-Jak się pani czuje?
-Bywało lepiej, a co się stało, że tu jestem?
-Przywieziono panią z wypadku samochodowego. Miała pani operację w okolicy podbrzusza i straciła pani dużo krwi, więc będziesz przez parę dni osłabiona.
-Rozumiem, a dlaczego nic nie pamiętam, nawet własnego imienia?
-To jest gorszy problem. Straciła pani pamięć, ale nie na zawsze. Prawdopodobnie tylko na pewien czas czyli na pobyt szpitalny, a może nawet być tak, że zobaczy pani bliską osobę i wszystko wróci.
Byłam wstrząśnięta, jak, gdzie, kiedy? Kim ja jestem? Mam kogoś bliskiego, czy ktoś kto mnie kocha? Skuliłam się w kłębek i przymknęłam oczy chcąc o tym zapomnieć i przywołać jakieś wspomnienia.

***
-Znowu nie odbiera.
-Spokojnie może po prostu zakupy się jej przedłużyły.
-A jeśli coś jej się stało?
Phil spojrzał na mnie z politowaniem, a ja na dźwięk telefonu od razu do niego doskoczyłem i z prędkością światła odebrałem.
-Tak słucham?
-Dzień dobry, dzwonię ze szpitala Św.Barbary. Przywieziono tu kobietę z wypadku samochodowego, miała przy sobie telefon i ostatnie połączenia były wykonywane z panem.
-O mój boże, to telefon mojej dziewczyny Angeli, co z nią?
-Proszę jak najszybciej przyjechać.
Rozłączyłem się i zacząłem się ubierać. 
-Phil, Angela jest w szpitalu.
Ten zareagował natychmiastowo i nawet nie wiem kiedy, znaleźliśmy się w samochodzie. Całą drogę patrzyłem na widok za oknem i czułem wypływające gorące łzy, które swobodnie tworzyły ścieżkę po moim policzku. Co jeśli jej się coś stało, ja bez niej nie przeżyję to nie może się tak skończyć. Kocham ją i nie mogę jej stracić. Na parkingu ruszyłem biegiem do szpitala. Zapytałem recepcjonistkę o Angelę, a ta kazała mi najpierw udać się do jej lekarza, więc tam popędziłem. Bez pukania wparowałem do pomieszczenia. Starszy mężczyzna dziwnie na mnie spojrzał, ale szybko się opamiętał i zaczął mi przedstawiać sytuację Angeli. 
-Miała poważny wypadek i musiała przejść operację przez co straciła dużo krwi, ale szybko się z tego wyleczy. Jednak jest poważniejszy problem, ona straciła pamięć.
Te słowa zaczęły echem odbijać się w mojej głowie, usiadłem na krześle i ukryłem twarz w dłoniach.
-Nie jest to długotrwała utrata pamięci, powinna sobie wszystko przypomnieć po paru dniach albo nawet jak pana zobaczy. Może pan do niej pójść, leży w sali naprzeciwko. Pogrążony w smutku i własnych myślach, wyszedłem na korytarz. Wszystko w skrócie powiedziałem Philowi i zajrzałem do ukochanej przez okienko w drzwiach. Leżała pogrążona we śnie. Mimo jej widocznego wykończenia i zmęczenia tą sytuacją, wciąż wyglądała pięknie jak moja Wenus, którą kocham ponad życie. Westchnąłem i z mocno bijącym sercem, wszedłem do jej sali. Co jeśli mnie nie rozpozna? Jeśli już nigdy nie odzyska pamięci? W oczach poczułem łzy, a nogi były miękkie jak z waty. Ona jakby wyczuła moją obecność i otworzyła oczy, patrząc na mnie spokojnie i z rozwagą.
Uniosła brwi w geście zdziwienia i bardzo cichutko zaczęła mówić.
-Bruno?
Razem z tym słowem, które wypowiedziała wszelkie moje obawy uleciały, a ja poczułem szczęście działające na całe moje ciało. Podszedłem do niej, uklęknąłem przy łóżku i pocałowałem jej czoło, wtulając się do niej. Jednak mnie pamięta. Nie zapomniała o mnie, ani mam nadzieję o tym co nas łączy.

  • Oto pojawił się obiecany rozdział, dla was kochani. Powiedzmy, że to taki spóźniony prezent świąteczny. Mi nie przypadł do gusty, bo pisałam go w takim trochę rozkojarzeniu przez gości, których mam w domu, ale udało się. Jak wam się podoba taki obrót sprawy? Jakieś zastrzeżenia, podejrzenia? Pozdrawiam was miśki :* ♥




czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt ♥

Kochani jak widzicie nie udało mi się dodać przed świętami rozdziału za co was bardzo prezpraszam. Za to co powiecie na rozdział w sobotę? Piszcie czy byście chcieli ;)
Tym czasem życzę wam
-Zdrowych, radosnych świąt w rodzinnym gronie, 
-Smacznej Wigilii,
-Udanych i bardzo trafionych prezentów, 
-Spełnienia marzeń,
-Na białe święta niestety nie mamy co liczyć :(
-Mimo wszystko dużo uśmiechu,
-Zapomnienia o smutkach i troskach,
-Cieszenia się z każdej chwili tych świąt,
-Wielu wielu sytuacji rozgrzewających wasze serduszka,
-Koncertu Bruna w Polsce, 
-Spotkanie Bruna,
-Wszystkiego co związane z naszym idolem.
Wszyscy jesteście wspaniali. Wesołych świąt kochani :* ♥




piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 13

-Angel, długo jeszcze?
-Już idę!
Bruno czekał na mnie na dole i po barwie jego głosu rozpoznałam, że jest już zniecierpliwiony. Ostatni raz spojrzałam w lustro i zbiegłam ze schodów. Miałam jechać dzisiaj do pana Corelinay w sprawie pracy jako modelka do sesji. Oczywiście miałam jechać ja z moją przyjaciółką, ale mój kochany Mars stwierdził, że musi przy tym być. Nie miałam za bardzo wyboru, więc pozwoliłam mu jechać. Szybko ubrałam buty i już po chwili w trójkę, jechaliśmy samochodem. Po 15 minutach, zaparkowaliśmy przed ogromnym budynkiem. Weszliśmy do niego i ja jako jedyna ogarnięta, podeszłam do recepcji.
-Przepraszam, byłam umówiona z panem Corelinay.
-Pani Angela Fox?
-Tak.
-Pokój numer 203, pan Corelinay już czeka.
-Dziękuje.
Razem z moim towarzystwem weszłam do windy, a niedługo potem lekko zapukałam w ogromne, drewniane drzwi. Przeszedł mnie dreszcz stresu, a na plecach poczułam zimny chłód. Weszłam do środka i tak jak się spodziewałam zastałam na krześle przed dębowym biurkiem szefa tej firmy. Uśmiechnął się na mój widok i chętnie nas powitał, pozwalając nam usiąść na małej kanapie, która znajdowała się w rogu biura.
-Więc Angelo, w końcu przeanalizowałaś moją propozycję i zgadzasz się?
-Tak-odpowiedziałam niepewnie, ale z uśmiechem na twarzy.
Właściciel spojrzał na nas wszystkich, zatrzymując swój ciepły wzrok na mnie.
-Nie traćmy czasu, zróbmy jakieś próbne zdjęcia!-zawołał radośnie.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy zaprowadził nas do pomieszczenia, gdzie odbywają się sesję. Parę osób zajęło się moim makijażem, włosami i strojem. Wszystko to mnie na początku przerastało i strasznie stresowało zwłaszcza pozowanie do zdjęć, ale po dłuższej chwili rozluźniłam się i pokazałam na co mnie stać. Widziałam dumną przyjaciółkę, która się szeroko uśmiechała i posyłała mi całusy oraz Bruna, który na mój widok miał iskierki w oczach i nie potrafił się opanować z opadającą szczęką. Po wszystkim, zaczekaliśmy na próbne zdjęcia z sesji, która trwała dość krótko. Po otrzymaniu wywołanych już próbnych zdjęć, umówiłam się na pierwszą sesję i mogłam odetchnąć z ulgą w drodze powrotnej do domu. Susan miała jeszcze dzisiaj umówione spotkanie z właścicielem nowego mieszkania, więc nie została z nami długo. Ja natomiast zrobiłam sobie i Brunowi ciepłej herbaty i weszłam do salonu, uważając aby nie rozlać ani kropli cieczy z kubków. Zastałam Bruna szczerzącego się do zdjęć, które trzymał bardzo delikatnie w swoich dłoniach i z ciekawości przysiadłam zaraz przy nim. Spojrzałam mu przez ramię i sama zobaczyłam zdjęcia.
-Wenus jesteś piękna, zwłaszcza na tym zdjęciu w sukni ślubnej-znacząco się uśmiechnął.
Ja w odpowiedzi po prostu go przytuliłam, siadając mu na kolanach okrakiem i wplątując dłonie w jego ciemne loczki, które tak bardzo uwielbiam. Przejechał lekko dłonią wzdłuż moich pleców, zatrzymując się u ich dołu, a drugą dłonią dotknął najdelikatniej mojego policzka, po czym pocałował mnie w czoło z ogromnym uczuciem. Wpatrywałam się głęboko w jego tęczówki i lekko przygryzałam wargę. Bruno nie mogąc już dłużej powstrzymać tej magii pomiędzy nami, odgarnął kosmyk moich włosów za ucho i wbił się w moje usta. Całował czule, ale zarazem pożądliwie i namiętnie. Poprzez ten pocałunek przekazał wszystkie możliwe uczucia. Wstał, dając mi tym samym do zrozumienia, abym zaplątała nogi wokół jego bioder. Powędrował na górę, niosąc mnie i nie przerywając całowania. Czułam jak jego ręce wytyczały sobie ścieżkę spaceru po moim ciele, a jego pełne i kuszące usta dawały mi nieopisywaną przyjemność, pozostawiając ciepłe ślady na policzkach, czole, ustach i szyi. Czułam się jak księżniczka, byłam w tym momencie taka szczęśliwa. Kiedy w końcu przekroczyliśmy próg
sypialni, Bruno delikatnie położył mnie na jedwabnej, śnieżnobiałej pościeli. Podparł się obiema rękami i przez chwilę na mnie spojrzał, aby po chwili ponownie mnie pocałować i delikatnie zdjąć mi bluzkę. Nie byłam mu dłużna, ściągnęłam jego koszulę i rozpięłam spodnie, a on jednym zręcznym ruchem pozbył się dołu moich krótkich spodenek jak i bielizny. Poznawał każdy skrawek mojego ciała jakby na nowo. Jakby chciał tą chwilę zapamiętać jeszcze na długo. Podarował mi rodzaj nieopisanej rozkoszy, rozsadzającej mnie od środka i pokazał jak bardzo mnie kocha. Po wszystkim przygarnął mnie w swoje męskie i kojące ramiona, a ja uspokajając szybsze bicie serca i nierównomierny oddech, na ponów zaczęłam go całować. Dopiero wtedy kiedy scałowałam jego klatkę piersiową, twarz i usta, mogłam wygodnie ułożyć się obok niego i przymknąć oczy, aby po nie dłuższej chwili zapaść w spokojny sen.

***
Wstałam nadzwyczaj wypoczęta i bardzo szczęśliwa. Spojrzałam na wciąż śpiącego Marsa i ucałowałam go, ale jego twardy sen nie ustępował. Postanowiłam włożyć jego koszulę i zejść na dół, aby przyrządzić nam jakieś śniadanie. Włączyłam radio i w rytm muzyki kręciłam się wesoło po kuchni, przygotowując kawę i jajecznicę. Uczesałam przy okazji włosy w niedbałego koczka i wciągnęłam jakieś dresowe spodnie, chodź wciąż pozostawałam w koszuli Bruna. Pachniała tak cudownie, jego perfumami i zapachem jego delikatnej, cudownej skóry. Miałam ciarki na rękach, kiedy myślałam o wczorajszej upojnej nocy. Chciałam wrócić na górę i obudzić mojego śpiocha, ale przerwał mi w tym dzwonek do drzwi. Niechętnie poszłam otworzyć i zobaczyłam coś czego bym się nie spodziewała i czego bym widzieć nie chciała. 

  • Powróciłam do świata żywych z nowym rozdziałem. Cieszycie się? Bardzo przepraszam za tak długą nieobecność, ale liczą się powroty prawda? A ja nie mam zamiaru was opuszczać. Co sądzicie o tym rozdziale? Zapraszam do komentowania i serdecznie pozdrawiam wszystkich wytrwałych, jesteście najlepsi ♥ :*


piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 12

Zapukałem w drzwi domu mojego brata, ale nikt nie otwierał. Podjąłem kolejną próbę, ale efekt niestety był ten sam. Wkurzony nacisnąłem na klamkę, a masywne, drewniane drzwi się poddały i otworzyły. Akurat z kuchni do salonu podążała jakaś dziewczyna. Blondynka o niebieskich oczach z muszę przyznać dość dużymi kobiecymi atutami. Po schodach schodził Eric, który bardzo zdziwił się moim przybyciem. Powiedział owej nieznajomej, żeby poszła na górę do sypialni, a sam zaprowadził mnie do jego gabinetu, aby ze mną porozmawiać. Usiadł na krześle i czekał na mój ruch. Ja natomiast pochyliłem się i oparłem ręce na biurku, rozpoczynając rozmowę.
-Czy ty kochany braciszku zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłeś? Przecież niby tak bardzo kochałeś Susan, a teraz po twoim domu przechadza się jakaś inna laska. Mówiłeś, że jesteście dla siebie stworzeni i że nie widzisz po za nią świata.
Sam byłem w szoku moim naskokiem na brata, ale inaczej nie mogłem.
-Bruno posłuchaj. Susan to naprawdę świetna dziewczyna, ale ona chciała się ustatkować. Wiesz rodzina i tak dalej, a ja wolę korzystać z życia póki jest mi to dane.
-Wiesz co Erick? Zawsze popierałem twoje wybory i stawałem po twojej stronie, bo jesteś moim bratem, ale dziś musisz wiedzieć, że się na tobie zawiodłem.
Po tych słowach opuściłem jego dom i wsiadłem do samochodu, od razu odjeżdżając. Zdałem sobie sprawę, że za szybko jadę i jestem zdenerwowany, więc zatrzymałem się na poboczu i próbowałem się uspokoić. Po uspokojeniu się, musiałem jak najszybciej dotrzeć do domu. Wiedziałem, że Angela może się o mnie martwić.
***

Ja i Susan jesteśmy jak rodzone siostry. Rozumiemy się bez słów i mówimy sobie o wszystkim. Nie wyobrażam sobie jej smutnej. Susan jest raczej wesołą i zawsze pozytywnie nastawioną do życia dziewczyną. Kiedy widzę ją przygnębioną, aż mi serce pęka. Najbardziej pęka mi dlatego, że nie potrafię jej pomóc. No bo jak niby mam uleczyć jej postrzępione uczucia, które żywiła do mężczyzny, którego naprawdę kochała? Może i jestem jej najlepszą przyjaciółką, ale miłości jej przecież nie zastąpię. Susan spała, a ja nie mogłam. Bruna nie było w domu, więc zaczęłam się martwić, dlaczego tak długo nie wraca? Zrobiłam sobie kawy i usiadłam na blacie kuchennym. Wszędzie panowała ciemność, a jedyna lekka światłość to jasność księżyca, która przebijała się przez okienne firanki. W końcu usłyszałam wyczekiwany szczęk kluczy i usłyszałam kroki. Wybiegłam z kuchni i widząc Bruna, rzuciłam się mu w ramiona.
-Nie śpisz?-zapytał z przejęciem.
-Nie mogłam bez ciebie zasnąć.
-Kochanie moje. Susan śpi?
Kiwnęłam lekko głową. Bruno mnie przytulił i podniósł po czym po cichu przemierzając schody, dotarliśmy do sypialni. Położył mnie na łóżku i nie musiałam czekać długo, żeby pojawił się obok mnie. Splątał nasze dłonie i przygarnął mnie w swoje męskie ramiona. Ucałował moje czoło i wyszeptał 'dobranoc Wenus'. Niby takie drobne gesty, a tak wiele dla mnie znaczą. Zasnęłam od razu i tym razem spokojnie. Wiedziałam, że mój ukochany jest obok mnie i nie dzieje się mu nic złego.
***
Następnego dnia Bruno z samego rana musiał pojechać do studia, a ja razem z Susan udałyśmy się na zakupy. Przemierzając kolejny sklep w centrum handlowy, rozmawiałyśmy jak za dawnych czasów naszego poznania się. Teraz nic innego się dla nas nie liczyło. Postanowiłyśmy spędzić ten czas razem w spokoju i nie wspominać o przykrych rzeczach. Kiedy miałyśmy pełne ręce torb z ciuchami, udałyśmy się do kawiarenki. Zamówiłyśmy gorącą czekoladę i sernik.
-Kochana, a co z twoją pracą. Miałaś zagrać z Brunem w jakimś teledysku do jego piosenki prawda?
-Tak do 'Gorillla', ale menadżer zatrudnił jakąś modelkę. Bruno chciał, abym to ja zagrała z nim w teledysku, ale sama widzisz jak wyszło. Muszę znaleźć coś innego. Niestety nadaję się tylko do tańca.
-To może spróbuj w jakiejś szkole tańca. Zostałabyś nauczycielką lub zgłoś się do jakiejś agencji ktoś na pewno cię przyjmie. Chociaż wiesz co? Mam lepszy pomysł.
Spojrzałam na przyjaciółkę, która w głowie miała ułożony chytry plan i muszę przyznać, że zainteresowała mnie.
-Pamiętasz wciąż pana Corelinay?
-Tak, pamiętam. Dlaczego pytasz?
-Szukał jakiś nowych modelek do sesji zdjęciowych i powiedział, że ty byś się nadawała. Jednak wtedy nie chciałaś nawet o tym myśleć. Powiedział, że w razie czego możesz się do niego zgłosić.
-Jejku Susan jesteś genialna-przytuliłam przyjaciółkę-tylko muszę o tym jeszcze przedyskutować z Brunem.
-Na pewno się zgodzi.
Po naszej słodkiej uczcie, udałyśmy się po drodze do ulubionej knajpki chłopaków i kupiłyśmy im ciepłe jedzenie. Stając przed drzwiami studia, Susan mnie zatrzymała.
-A jeśli tam będzie Erick?
-Kochana nie będzie. Dziś tylko Phil, Bruno i Ari mieli się tu pojawić, więc nie masz się czym martwić. 
Pewnym krokiem udałyśmy się do studia i zapukałyśmy do pokoju, gdzie przebywali Hooligani. Drzwi otworzył Phil, który się ucieszył na nasz widok i wyściskał nas. Daliśmy mu jego porcję jedzenia, a on nam zaczął dziękować na kolanach. Widocznie jeszcze dziś nic nie jedli. Ari siedział na kanapie i był zapatrzony w ekran komórki, a mój ukochany coś brzęczał na gitarze, ale na mój widok od razu się uśmiechnął i wstał, witając się ze mną soczystym buziakiem. Następnie podziękował za posiłek i zabrał się do konsumowania. 
-Chłopaki za niedługo będziemy oblewali sukces-powiedziała Susan.
Wszyscy na nią spojrzeli z zapytaniem, a później na mnie. Od razu wiedziałam o co jej chodzi i musiałam im to wyjaśnić.
-No więc jak wiecie chcę znaleźć pracę i tak teoretycznie już ją mam. Pewien znajomy szuka nowych modelek do sesji zdjęciowych i tak jakby mam już zapewnione u niego stanowisko. Muszę tylko się z nim skontaktować i ustalić szczegóły.
Chłopcy zaczęli mi już gratulować i życzyć powodzenia. Bruno jednak poprosił mnie o rozmowę na osobności. Wyszliśmy na korytarz.
-Angela, jesteś pewna tej pracy?
-Jak najbardziej.
-Nie będę ci zabraniał tego, ale możesz się spodziewać, że będę przy tobie na każdej sesji i będę zabijał wzrokiem wszystkich mężczyzn, którzy się będą wokół ciebie kręcić. Jeśli jakiś ci coś zrobi to zabiję.
Przytuliłam mojego chorobliwie zazdrosnego Marsa i pozwoliłam mu na to. Spodziewałam się tego i wiem, że Bruno chce mojego szczęścia. Ufa mi, ale nie innym facetom. Pocałowałam go delikatnie i chciałam wrócić do naszych przyjaciół, ale Bruno przyparł mnie do ściany i obdarzył mnie gorącym, namiętnym pocałunkiem, który na długo pozostanie w mojej pamięci.

  • Pozostaje mi błagać was o wybaczenie. Wiem, że długo musieliście czekać na ten rozdział i dlatego strasznie was przepraszam. Mam nadzieję kochani, że jeszcze tu zaglądacie i Pozdrawiam ♥